Dostęp Otwarty

Felieton

Ciemnogród v. współczesna medycyna

Prof. dr hab. med. Joanna Maj

Katedra i Klinika Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

Small joanna maj opt

Prof. dr hab. med. Joanna Maj

Do napisania tego felietonu sprowokowała mnie ostatnia wypowiedź nowego konsultanta krajowego w dziedzinie dermatologii, prof. Joanny Narbutt. Otóż w założeniach i planach dotyczących przyszłości dermatologii i wenerologii, wzorem ubiegłych lat, pani profesor widzi między innymi potrzebę reaktywacji bądź utworzenia poradni wenerologicznych. To zamysł, któremu należy przyklasnąć, i trzymać kciuki za jego pomyślną realizację. Niestety tym razem nie podzielę optymizmu pani profesor Narbutt. Nie wierzę, a mówię to na podstawie swoich doświadczeń, żeby ktokolwiek był zainteresowany problemem chorób przenoszonych drogą płciową. Pełniąc funkcję konsultanta krajowego, kilkakrotnie informowałam przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia o obecnej w Polsce kile wrodzonej, problemach związanych z jej leczeniem, np. o okresowym braku penicyliny. Wspólnie z konsultantami wojewódzkimi wytypowaliśmy nawet miejsca, gdzie takie poradnie mogłyby działać. Jednak zauważyłam pewien niewłaściwy powtarzający się schemat w działaniach pracowników Ministerstwa Zdrowia: decyzje podjęte przez jedną ekipę nie obowiązywały już kolejnej ekipy, która po niej obejmowała władzę.

Uważam także, że w naszym kraju zaniechano jakiejkolwiek działalności edukacyjnej wśród młodzieży. Młodzi ludzie nie mają żadnej wiedzy dotyczącej kiły, rzeżączki oraz innych chorób przenoszonych drogą płciową. Wystarczy porozmawiać z absolwentami szkół średnich, żeby się przekonać co do prawdziwości mojego twierdzenia. Dlatego warto edukować naszych pacjentów w gabinetach w trakcie udzielania porad. Rozpoznając na przykład opryszczkę narządów płciowych, powinniśmy poinformować pacjenta o jej zakaźności dla partnera. Trochę lepiej przedstawia się poziom wiedzy dotyczącej zakażenia HIV oraz AIDS, chociaż na ogół społeczeństwo nie widzi różnicy między zakażeniem a w pełni rozwiniętą chorobą. Szacuje się, że w Europie co czwarta osoba zakażona HIV nie została jeszcze zdiagnozowana. Europejska Akademia Dermatologii i Wenerologii (EADV) wystąpiła z cenną inicjatywą edukacyjną, przeznaczoną głównie dla lekarzy dermatologów wenerologów, ale także kolegów innych specjalności, dostarczającą informacji dlaczego, kiedy i jak badać pacjentów w kierunku zakażenia HIV. EADV przypomina, że wczesne wykrycie tego zakażenia może uratować życie pacjenta i zapobiec szerzeniu się HIV. U niezdiagnozowanych pacjentów, a tym samym nieleczonych, istnieje większe ryzyko rozwoju infekcji oportunistycznych lub nowotworów złośliwych. EADV przypomina również, że u ponad 90 proc. pacjentów zakażonych HIV rozwijają się rozmaite schorzenia dermatologiczne, które mogą stanowić pierwszy sygnał zakażenia. Z mojej obserwacji klinicznej wynika, że coraz częściej zakażenie HIV, o którym pacjenci nie wiedzą, stwierdzamy u większości z nich przy rozpoznaniu kiły. Mam także wrażenie, że nie wyrobiliśmy sobie nawyku diagnozowania HIV/AIDS w takich stanach chorobowych jak oporna na leczenie łuszczyca, ciężkie łojotokowe zapalenie skóry, zakażenie wirusem opryszczki pod postacią owrzodzenia trwającego ponad miesiąc, nawrotowe infekcje grzybicze bądź rak lub dysplazja szyjki macicy i odbytu, a także w wielu innych.

O edukacji młodzieży wspomniałam powyżej. Prawdziwej i rzetelnej edukacji brak. Natomiast moje przerażenie budzą treści, które trafiają do uczniów, między innymi zawarte w głośnej ostatnio pozycji „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo-seksualny”. O książce stało się głośno dzięki internautom i mimo że już ponad trzy lata temu, jak czytamy w oświadczeniu Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, wydano negatywną opinię co do zawartych w niej stwierdzeń sprzecznych z wiedzą o skutecznej profilaktyce, trafiła do uczniów ósmych klas. Autorem poradnika jest Jean-Benoit Casterman, francuski duchowny, który rzekomo (jak pisze wydawnictwo) w prosty, często humorystyczny sposób przedstawia katolicką wizję uczuciowości i seksualności. Ta wizja, proszę państwa, pochodzi ze średniowiecza, a świat, w którym mają funkcjonować nasze dzieci, szczególnie córki, przypomina ni mniej, ni więcej, ciemnogród. W rozdziale o molestowaniu seksualnym ów duchowny radzi dziewczynom, by nie sprzeciwiały się zbyt ostro męskim żądzom: „Przede wszystkim potraktuj go z szacunkiem. Daj mu do zrozumienia, że schlebia ci zainteresowanie, które kieruje w twoją stronę, ale że będzie ci jeszcze milej, jeżeli będzie cię szanował. W żadnym wypadku nie bądź niegrzeczna, nie okazuj niesmaku: poniżysz i zranisz go, co może sprawić, że zechce się zemścić. Z szacunkiem podejdź do tego, że będzie czuł się urażony. Bądź miła”. Przerażające!!! Pytam: gdzie byli i są pracownicy Ministerstwa Edukacji? Także za ich zgodą młodzież, korzystając z podręcznika „Wędrując ku dorosłości” dowiaduje się między innymi, że prezerwatywa ma wprawdzie znikome działanie uboczne, ale „jej ścisłe przyleganie powoduje ucisk oraz może być przyczyną podrażnień i uczuleń”. Natomiast o kremach i globulkach dopochwowych czytamy: „trudno sobie wyobrazić, by środek chemiczny niszczący jeden rodzaj komórek był całkowicie nieszkodliwy dla innych”. No cóż, wygląda na to, że nowoczesna medycyna jest bardzo niebezpieczna. Pozostaje wierzyć w inteligencję i mądrość Polaków.