Dostęp Otwarty

Słowo wstępne

Słowo wstępne

prof. dr hab. n. med. Jerzy Sikora Redaktor Naczelny

Small sikora jerzy1 opt

prof. dr hab. n. med. Jerzy Sikora

Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy!

Czy polscy położnicy i ginekolodzy powinni z optymizmem wkraczać w nowy rok? To trudne pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Co może niepokoić? Sądzę, że najbardziej niepewność. Przez cały miniony rok stałym bytem medialnym były informacje dotyczące kolejnych wersji i zmieniających się założeń planowanej przez rząd radykalnej reformy systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Jej ostatecznej formy ani kształtu niestety nadal nie opublikowano. Trudno zatem przekonać rzesze naszych Koleżanek i Kolegów o słuszności bądź nie planowanych zmian i rozwiać wątpliwości dotyczące stabilności ich stanowisk pracy, skoro, jak powszechnie wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, których niestety nadal nie znamy. Sądzę, że sam fakt podjęcia próby naprawy czegoś, co po prostu źle funkcjonuje, jest krokiem we właściwym kierunku i tak zapewne będzie odbierany przez polskich ginekologów. Trudno akceptować dotychczasowe zasady finansowania naszej działalności leczniczej. Fatalnie skonstruowane katalogi i niedoszacowanie większości procedur to przecież codzienność. Jakoś dziwnie się składa, że najczęściej wykonywane przez nas operacje, czyli histerektomie, amputacje nadszyjkowe macicy, operacje na przydatkach, nie mówiąc już o tzw. krótkich zabiegach ginekologicznych, pozostają deficytowe i niedoszacowane. Brakuje jakiejkolwiek polityki NFZ promującej nowoczesne technologie medyczne czy takie sposoby operacji, które są najmniej obciążające dla pacjentek, skracają czas pobytu w szpitalu i umożliwiają szybki powrót do aktywności zawodowej. Kuriozalnym zjawiskiem jest identyczna wycena każdego ze sposobów usuwania macicy. Wiadomo, że zgodnie z zaleceniami FIGO na prawidłowo funkcjonującym oddziale ginekologicznym około 70% operacji usunięcia macicy powinno odbywać się drogą pochwową. Wstyd powiedzieć, ale w naszym kraju istnieją oddziały, w których takich operacji w ogóle się nie wykonuje. Jak skalkulować histerektomię laparoskopową z zastosowaniem noża harmonicznego lub operację głęboko naciekającej, wielonarządowej endometriozy za pomocą niezwykle skutecznego w takich przypadkach noża plazmatycznego? Tego nie wie nikt. Częste wykonywanie wysoko wycenianych procedur onkologicznych, duża liczba porodów naturalnych oraz sprawnie działająca neonatologia to klucz do sukcesu, pozwalający dopiąć budżet oddziału. Nadwykonania w innych obszarach diagnostyki i terapii znakomitej większości schorzeń ginekologicznych stają się naszym problemem. Nikt nigdy nie zwróci poniesionych kosztów.

Niezwykle pomocna w zrozumieniu problemów z ochroną zdrowia w Polsce jest lektura najnowszego raportu Komisji Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), prezentującego sytuację opieki zdrowotnej w poszczególnych krajach UE, a także w państwach kandydujących do Unii oraz Norwegii, Szwajcarii i Islandii. Ukazał się on pod koniec listopada 2016 roku. Czego możemy się dowiedzieć, analizując to opracowanie? Polska należy do krajów UE o najniższych wydatkach na ochronę zdrowia. Oszacowano, że wynoszą one 1259 euro rocznie na jednego mieszkańca. Mniej w UE przeznaczają na ten cel jedynie Chorwacja, Bułgaria, Łotwa i Rumunia. Wyprzedzamy też kraje kandydujące do wspólnoty. Relatywnie wysoka w polskich warunkach – sięgająca 5000 zł – kwota określa wszystkie typy wydatków przeznaczanych na ochronę zdrowia, zarówno te publiczne, jak i prywatne. Tak więc realnie środki publiczne przekazywane na ochronę zdrowia w Polsce są istotnie niższe. Z raportu dowiadujemy się, że mamy najmniej lekarzy w przeliczeniu na liczbę mieszkańców w całej UE – 2,3/1000. Przekłada się to zarówno na długi czas oczekiwania na świadczenia, jak i na jakość usług zdrowotnych, ponieważ lekarze nie mogą poświęcić wystarczająco dużo czasu swoim pacjentom. Niski poziom finansowania musi przekładać się na gorsze statystyki, na przykład w zakresie rozpoznawania i leczenia nowotworów. Szanse na przeżycie pięciu lat w przypadku raka szyjki macicy są w Polsce najmniejsze spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej (54,5%). Podobną prawidłowość odnotowano w przypadku raka jelita grubego. Szanse na przeżycie raka piersi w krajach Wspólnoty przekraczają 80%. Jedynie w Polsce i Estonii są niższe. Są to dane z 2014 roku, uzyskane jeszcze przed wprowadzeniem pakietu onkologicznego. Należy mieć nadzieję, że uzyskane później wskaźniki będą dla nas korzystniejsze.

Czy w tym bezmiarze niekorzystnych informacji można odnotować jakieś pozytywne tendencje? Sądzę, że najważniejszą z nich jest wypowiedź ministra zdrowia podczas Kongresu Zdrowia Publicznego z końca ubiegłego roku, kiedy to w komentarzu do treści Raportu UE i OECD padło stwierdzenie: „Na tle krajów UE Polskę wyróżnia niski poziom wydatków na zdrowie i duża część innych problemów właśnie z tego wynika”. Uważam, że szczególnie ważne dla całego naszego środowiska jest ustalenie przez przedstawiciela rządu właściwej diagnozy wskazującej na prawdziwą przyczynę problemów z ochroną zdrowia w Polsce. Jest to niecodzienne wydarzenie, gdyż jak daleko sięgam pamięcią, każdy z poprzednio urzędujących ministrów zdrowia twierdził, że w Polsce nie brakuje pieniędzy na ochronę zdrowia. Są one tylko źle wydawane, a przede wszystkim marnotrawione. Jak bardzo mijano się z prawdą, wszyscy przecież dokładnie wiemy.

Jak więc dysponując zdecydowanie zbyt małymi środkami na ochronę zdrowia, tak ją zorganizować, aby uzyskać nieodbiegające od światowych standardów wskaźniki jakości opieki zdrowotnej, odpowiedni poziom satysfakcji pacjentów i personelu medycznego? Tego niestety nie wiadomo. Co zatem proponuje w tym zakresie Ministerstwo Zdrowia? Złożono projekt ustawy o jakości opieki i bezpieczeństwie pacjenta. Sformułowano w nim karkołomną tezę, że przynajmniej częściowo jakość opieki zdrowotnej można poprawić bez znaczącego zwiększania nakładów. Dalej dowiadujemy się, że ustawa „Będzie zawierała regulacje nakłaniające do przestrzegania pewnych zasad w zakresie opieki”. Cokolwiek by to znaczyło, wystarczyło po prostu stwierdzić, że bez odpowiednich nakładów sytuacja służby zdrowia w Polsce nigdy się nie poprawi.

Także w końcu ubiegłego roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki oceny jakości systemu ochrony zdrowia w Polsce. Jaka była konkluzja? Jest źle. Okazało się, że mimo zwiększania nakładów sytuacja polskich pacjentów nie tylko się nie poprawiła, ale wręcz przeciwnie – kolejki do leczenia jeszcze się wydłużyły. Nic nie zmieniło wprowadzenie pakietów onkologicznego ani antykolejkowego. Zmiany prawne funkcjonowania systemu nie wpłynęły na zwiększenie dostępności do usług zdrowotnych.

Jak skomentowano powyższą sytuację w mediach? Tak jak należało się tego spodziewać: miliardy wyrzucone w błoto. Tego typu poglądy są niezwykle niebezpieczne. Wśród polityków może powstać wrażenie, że nie warto zwiększać nakładów na ochronę zdrowia, bo niezależnie od tego, ile byśmy na ten cel wydali, to i tak sytuacja pacjentów się nie poprawi.

Odbiegając od niezwykle trudnych i czasami przykrych tematów egzystencjalnych, pragnę Państwu zarekomendować to, co naprawdę jest miłe i przyjemne, czyli treści bieżącego, styczniowego numeru „Ginekologii po Dyplomie”. Zawiera on jak zwykle najnowsze i niezwykle ciekawe publikacje. Szczególnie polecam znakomity artykuł Ninivaggio i Dunivan z Kliniki Położniczo-Ginekologicznej uniwersytetu medycznego w Nowym Meksyku „Przyszłość leczenia wypadania narządów miednicy”. To świetne podsumowanie aktualnego stanu wiedzy dotyczącej skuteczności, efektów klinicznych i powikłań będących efektem stosowania różnych sposobów leczenia zaburzeń statyki narządu rodnego, w tym oczywiście biomateriałów. Wiele interesujących danych i wskazówek możecie Państwo uzyskać z lektury artykułu „Leczenie bólu podczas histeroskopii wykonywanej w warunkach ambulatoryjnych” autorek Singh i Thaxton, który także powstał na uniwersytecie medycznym w Nowym Meksyku. Wiele procedur wykonuje się obecnie w warunkach ambulatoryjnych bez konieczności hospitalizacji pacjentek. Treści tej publikacji zawierają liczne podpowiedzi i praktyczne uwagi związane z diagnostyką i terapią histeroskopową w gabinecie lekarskim. O atrakcyjności bieżącego numeru naszego czasopisma z całą pewnością świadczą także publikacja najnowszych wytycznych ACOG dotyczących nietrzymania moczu, artykuł poruszający problematykę nawracających zakażeń dróg moczowych po menopauzie czy praca na temat diagnostyki genetycznej w przypadkach niepłodności.

Gorąco polecam lekturę styczniowego numeru „Ginekologii po Dyplomie” i przy okazji składam Państwu najserdeczniejsze życzenia wielu sukcesów i wszelkiej pomyślności w nowym roku.

Pozostaję z wyrazami najgłębszego szacunku i poważania.