W.E.:
Przede wszystkim winni zachowywać się profesjonalnie, ale to nie znaczy, że powinni unikać kontaktu z pacjentem. Wręcz przeciwnie. W zakres profesjonalizmu lekarza wchodzi również to, że nawiązuje kontakt wzrokowy, potrafi słuchać i odpowiadać na pytania, kontrolować swoje emocje, wyraz twarzy i ton głosu, wiedzieć, jak używać mowy ciała i gestów, które powinny wyrażać otwartość i empatię. Lekarz powinien zachowywać się tak, jakby się pochylał nad cierpiącym członkiem własnej rodziny. Granice i właściwy dystans można utrzymać bez konieczności wywyższania się, wchodzenia w konfrontację czy też w nieobecność i oschłość. Warto pamiętać, że im trudniejszy pacjent, tym prawdopodobnie bardziej cierpiący i nieszczęśliwy.


MT: Ale lekarz też ma ograniczoną odporność na stres.


W.E.:
Ludzi, bez względu na to, w jakich zawodach pracują, można podzielić na dwie grupy: jedni są zorientowani na zadanie, drudzy na zaspokajanie potrzeb własnego ego. Ci pierwsi doświadczają mniej stresu, bo nie czują się zagrożeni ani sfrustrowani na poziomie osobistym. Ale nawet ci zorientowani na zadanie są często nimi przeciążeni. Do lekarskiego stresu dokłada się niekiedy konflikt w obszarze zawodowych wartości i standardów. Bo jak uchronić szczególnie istotny w zawodzie lekarza jego misyjny wymiar i wysoki standard jakości, skoro system, zamiast premiować jakość usług medycznych, nagradza ich ilość oraz wielkość obrotów generowanych przez placówki ochrony zdrowia? Kolejnym ważnym przyczynkiem do lekarskiego stresu jest to, że środowisko pracy lekarza jest nadmiernie konkurencyjne i rzadko oferuje zawodowe i psychologiczne wsparcie.

Tymczasem stres, jeśli ma charakter chroniczny, powoduje stopniowy spadek jakości i efektywności pracy. Pojawiają się błędy, niedotrzymywanie terminów i permanentne zniecierpliwienie. Potem pojawia się pokusa wspomagania się używkami i dopingiem – rano, żeby się pobudzić, wieczorem, żeby się rozluźnić. Na dalszym etapie zaczynamy mieć problemy ze snem, a więc nie regenerujemy się i od rana jesteśmy bardzo zmęczeni. Nierzadko zaczynają doskwierać bóle mięśni, stawów i kręgosłupa. Kolejnym etapem może być spadek libido i zaburzenia łaknienia. W konsekwencji może dojść do wypalenia energetycznego, które wyłączy lekarza z życia na co najmniej kilka miesięcy.


MT: Ponoć szewc chodzi często w podartych butach…


W.E.:
Lekarze patrzą na siebie i na przyczyny swoich dolegliwości tak, jak to czynią wobec swoich pacjentów – zbyt jednostronnie. Ich odruchową i z reguły jedyną reakcją na problemy emocjonalne pacjentów i swoje własne jest poszukiwanie stosownej molekuły, która potrafi usunąć dolegliwość. Ale nawet najlepsze molekuły w obszarze trudności z obszaru psyche i emocji działają tylko objawowo. Nierzadko, jak każde objawowe leczenie, uzależniają, czyli lekarstwo staje się gorsze od problemu, który miało wyeliminować. Byłoby właściwe i pożądane, aby lekarze mieli okazję budować zaufanie do metod interwencji psychologicznej w oparciu o swoje własne doświadczenie z tymi metodami – podobnie jak to robią psycholodzy, a szczególnie psychoterapeuci. Dlatego zachęcam lekarzy do korzystania z psychoterapii, jeśli uświadamiają sobie jakieś istotne problemy w swoich relacjach z ludźmi, czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym.


MT: Co lekarz może zrobić wcześniej, we własnym zakresie?


W.E.:
Trzeba przyłożyć się do profilaktyki wypalenia. Tu niezbędna jest dbałość o systematycznie stosowany, intensywny ruch jako sposób odreagowywania skumulowanego stresu. Niebagatelne znaczenie ma też kontrola umysłu – nieangażowanie go w wyobrażenia, które wywołują stresową reakcję organizmu. Jeśli bowiem wyobrazimy sobie jakąś zagrażającą sytuację z przeszłości i odtwarzamy ten film wiele razy dziennie, to nasze ciało wprowadzimy w stres. Bo ciało nie odróżnia wyobrażeń od rzeczywistości. Taki sam mechanizm występuje, gdy wyobrażamy sobie zagrażające scenariusze na przyszłość. Potrzebne są więc narzędzia kontroli umysłu, by móc ograniczać ilość stresujących treści generowanych w wewnętrznym, wirtualnym świecie przez własny umysł.


MT: Ale przecież nie mamy przycisku „nie myśl negatywnie”.


W.E.:
Nie mamy, ale jak się trochę poćwiczy, staje się to możliwe. Generalnie musimy urealniać sami siebie, czyli odwoływać się do zmysłowej percepcji rzeczywistości danej chwili. Angażować się uwagą, zmysłami i wolą w to, co w tej chwili mamy do zrobienia. Jeśli akurat nie mamy nic do zrobienia i negatywne myśli nas atakują, trzeba znaleźć sobie coś, co będzie naszą uwagę i energię absorbować: hobby, pasję, cokolwiek angażującego i generującego pozytywne odczucia. Przecież lepiej nam robi czytanie dobrej książki niż oglądanie horrorów w naszym wewnętrznym kinie. Ważne, by lekarz znał siebie, swoje mocne strony i deficyty.


MT: Lekarz nie ma mentora, a mimo to musi sobie radzić.


W.E.:
Wielu lekarzy czuje się osamotnionych, zagrożonych, przytłoczonych nadmiarem odpowiedzialności i sfrustrowanych. Kończą studia, odbywają staż i od tego momentu muszą być w pełni samodzielni. Od tej pory lekarzowi nie wypada zadawać pytań – musi wiedzieć albo udawać, że wie. Brakuje zaufanych mentorów, grup wsparcia, konsyliów – okoliczności, w których lekarz mógłby bez ryzyka dewaluacji, krytyki czy ośmieszenia mówić o swoich problemach i wątpliwościach w atmosferze dyskrecji i bezpieczeństwa. Aby jednak lekarze byli bardziej świadomi wagi takich rozwiązań i nabywania bardziej zaawansowanych, psychologicznych kwalifikacji – konieczne jest wprowadzenie intensywnych i rozległych wykładów i warsztatów z psychologii relacji w trakcie studiów medycznych, a także stworzenie mechanizmu doskonalenia lekarskich umiejętności psychologicznych w trakcie samodzielnej pracy zawodowej.

Do góry