Sytuacje

Czego służba więzienna nauczy ratowników medycznych?

Joanna Pluta

Wyzwiska, groźby, kopniaki – ratownicy medyczni muszą sobie radzić z agresją pacjentów. Bydgoscy sobie radzą, a przynajmniej próbują. Tylko w Bydgoszczy od początku tego roku odnotowano pięć przypadków ataków na personel zespołów ratownictwa medycznego. Wszystkie zgłoszono na policję. Zgodnie z prawem załogi karetek są objęte ochroną dla funkcjonariuszy publicznych. Za napaść na nich grozi kara grzywny, a nawet pozbawienia wolności.


– W styczniu jeden z naszych zespołów został wezwany do pijanego mężczyzny, który leżał na ulicy. Gdy zjawili się ratownicy, mężczyzna najpierw ich zwyzywał, potem zaczął im grozić, w końcu przeszedł do czynów – opowiada Krzysztof Wiśniewski, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy, ratownik medyczny. – Jednego z ratowników uderzył głową w twarz, potem zaczął go kopać.

W marcu do szpitala z obrażeniami trafił policjant wezwany przez ratowników na pomoc. Uderzył go pacjent, który skarżył się na uraz głowy. – Również w marcu odnotowaliśmy następny przypadek – tym razem jeden z ratowników został przez pacjenta uderzony pięścią – dodaje Wiśniewski.