Prawo

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane – także to dla lekarzy

Lek. Radosław Drozd

Specjalista medycyny sądowej, Zakład Prawa Medycznego Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

„Lekarze nie rozpoznali raka, pacjent zmarł!” – takie tytuły co jakiś czas atakują nas z pierwszych stron gazet. Zdarzenia tego rodzaju, chociaż nie wydają się szczególnie częste, wywołują powszechne oburzenie społeczne, któremu rzesze zatroskanych obywateli dają wyraz w licznych i dosadnych komentarzach internetowych. Na ogół wyzywa się w nich lekarzy słowami wulgarnymi, odnosząc się do ich, oględnie mówiąc, niewystarczającej sprawności intelektualnej, zarzucając chamstwo, bezczelność, lenistwo i zwyrodnienie. Pojawiają się również sugestie, że jedynym czynnikiem mogącym skłonić lekarzy do prawidłowego postępowania jest łapówka. W skrajnych przypadkach nawołuje się do zastosowania przemocy lub samosądów, „żeby nareszcie poczuli, jak to jest”.

Tego rodzaju błędy, jak się dowiadujemy z publikacji, zdarzają się we wszystkich regionach kraju, dotyczą, co zwykle podkreślają autorzy, osób jeszcze całkiem sprawnych i „cieszących się życiem”. Wolne od ryzyka nie są również osoby publiczne oraz celebryci: „sławne piosenkarki” lub „popularni aktorzy”. Dla autorów i komentatorów bez znaczenia jest zaawansowanie choroby nowotworowej w chwili gdy pacjent zgłosił się do lekarza, jego stan ogólny, choroby współistniejące i obiektywne ryzyko skutku śmiertelnego już w tym momencie. Stawia się znak równości pomiędzy opóźnieniem diagnozy i leczenia a zgonem.

Media rzadko donoszą natomiast o skutkach błędnego rozpoznania w sytuacji przeciwnej: pacjent nie miał takiej choroby, a lekarze pochopnie rozpoznali nowotwór, skutkiem czego była np. decyzja o operacji w zbyt szerokim, okaleczającym zakresie, niepotrzebna chemio- lub radioterapia itp.

W takich sprawach pacjent znajduje się w sytuacji ambiwalentnej: z jednej strony cieszy się, że jednak nie ma nowotworu, z drugiej zakres doznanych, niepotrzebnych krzywd i cierpień może być znaczny. Skrajnym przypadkiem jest sprawa opisana poniżej.

Chcieli ratować życie matki

34-letnia kobieta, w szóstym tygodniu ciąży, z powodu pojawiających się plamień zgłosiła się do gabinetu ginekologa. Lekarz wykonał przezpochwowe badanie USG i stwierdził zmiany w obrębie szyjki macicy, które makroskopowo budziły podejrzenie zmian nowotworowych. Lekarz skierował pacjentkę do szpitala. W szpitalu powtórzono badania USG, zastosowano leczenie podtrzymujące ciążę, a w badaniu ginekologicznym z użyciem wziernika ujawniono istnienie nadżerki oraz polipa, które miały powodować krwawienia. W kolejnych dniach pobrano wycinki z szyjki macicy do badania histopatologicznego, a po zabiegu zastosowano chemiczne przyżeganie miejsc po pobraniu wycinków przy użyciu preparatu zawierającego polikrezulen.

Pełna wersja artykułu omawia następujące zagadnienia:

Traumatyczna dobra wiadomość

Pacjentka zdecydowała się na zabieg usunięcia macicy, który przeprowadzono w klinice po pięciu dniach od konsultacji: usunięto macicę wraz z rozwijającym [...]

Postąpiliśmy, jak chciała pacjentka

Pozwani wnieśli o oddalenie powództwa, podkreślając, że to powódka nie akceptowała innych form diagnostyki oraz terapii, dlatego została zakwalifikowana do leczenia [...]

Pośpiech jest złym doradcą

W oparciu o opinie biegłych sąd ocenił postępowanie wszczęte wobec pacjentki jako przeprowadzone w ekspresowym tempie (od pierwszej wizyty u ginekologa [...]

Wybór mniejszego zła(?)

Należy stwierdzić, że nawet w tak rażącej z punktu widzenia rozmiarów krzywd i cierpień sprawie medyczne granice pomiędzy prawidłową i nieprawidłową [...]