Kraj

10 tysięcy za atak nożem

Joanna Pluta

Wyzwiska, groźby, krzyki, obraźliwe komentarze, aż wreszcie rękoczyny, bicie, a nawet ataki z bronią w ręku – z tym wszystkim muszą sobie radzić ratownicy medyczni, a także lekarze i pielęgniarki na szpitalnych oddziałach ratunkowych.

Nie ma tygodnia, by nie było słychać o kolejnych aktach agresji wobec ratowników, choć, jak zauważa Krzysztof Wiśniewski, ratownik, kierownik działu usług medycznych i szkoleń Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy, głośno mówi się zwykle tylko o najbardziej niebezpiecznych incydentach. – Wyzwisk, krzyków, podnoszenia głosu, niegrzecznych wyrażeń nawet nie liczę – komentuje. – Pojawiają się niemal codziennie, już na etapie kontaktu z dyspozytornią.

Najbardziej niebezpieczne przykłady? Jak mówi Wiśniewski, zdarza się, że w czasie wizyty ktoś z domowników kładzie na stole broń. W Bydgoszczy Zespół Ratownictwa Medycznego, który pojechał na jedną z interwencji, został sterroryzowany narzędziem przypominającym broń. Kilka miesięcy wcześniej była podobna sytuacja, tylko z użyciem noża.

Głośno w całej Polsce zrobiło się po listopadowym incydencie z udziałem Matthew L., światowej sławy operatora filmowego, który gościł w Bydgoszczy w czasie festiwalu filmowego Camerimage. Nad ranem do jednego z bydgoskich hoteli została wezwana ka...