Sonda

Sztuczna inteligencja – strach się bać?

Irina Nowochatko-Kowalczyk

Prof. dr hab. med. Waldemar Kostewicz, chirurg ogólny i naczyniowy, prezes PTL

Szacuje się, że w 2050 roku sztuczna inteligencja osiągnie poziom 70-proc. prawdopodobieństwa wykonywania działań na poziomie ludzkim. W medycynie można ją wykorzystać na każdym szczeblu, począwszy od epidemiologii, rozpoznania choroby – po operacje. Są już takie technologie, które zbierają dane o pacjentach i potrafią wykryć około 70 chorób z rocznym wyprzedzeniem. Jeżeli chodzi o rozpoznawanie, już teraz możemy nakładać obrazy tomografii, rezonansu magnetycznego w 3D. W ten sposób można zobaczyć ze wszystkich stron np. guz mózgu, co jest niemożliwe w czasie samej operacji. Sztuczna inteligencja sprawdza się też w szkoleniu lekarzy. Przykładem są badania południowokoreańskie, w ramach których podczas zabiegu liposukcji wykorzystano innowacyjne technologie. Ruchy chirurga były rejestrowane i wysyłane do bazy. To posłużyło do opracowania algorytmu, na podstawie którego lekarze ćwiczyli w warunkach maksymalnie przybliżonych do prawdziwych. Z kolei później, już w czasie zabiegów, komputer połączony ze stołem operacyjnym mógł kierować ruchem chirurga we właściwym kierunku lub ostrzec go za pomocą alertów. Takie technologie pozwalają ograniczyć ewentualne powikłania. Pamiętajmy, że te urządzenia zbliżają się do poziomu ludzkiej inteligencji nie po to, żeby ją wyeliminować, ale wzmocnić.

Pojawia się jednak zasadnicze pytanie – kto będzie odpowiadał za błąd medyczny? Nawet jeżeli system ma wiele zabezpieczeń, zawsze istnieje ryzyko, że może się coś wydarzyć.

Dr hab. Katarzyna Kolasa, Zakład Ekonomiki Zdrowia i Zarządzania Opieką Zdrowotną Akademii Leona Koźmińskiego