NIL popiera prezydencki projekt, ale uważa, że odpowiedzialność karna powinna obejmować więcej zachowań.

Kar za nakłanianie za pośrednictwem internetu do rezygnacji z leczenia oraz za promowanie terapii, które nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia życia, ale nie mają żadnego potwierdzonego działania – domaga się NIL w stanowisku przyjętym 21 sierpnia, dzień po decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego tzw. lex szarlatan. Chodzi o ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, którą Sejm uchwalił 31 lipca. Prezydent jej nie podpisał, lecz skierował do TK w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie przedstawił własny projekt zmian w Kodeksie karnym i ustawie o prawach pacjenta. 

Lex szarlatan utknęło 

Ustawa, którą NIL określa jako ważny krok w walce z pseudomedycyną, miała przede wszystkim dać Rzecznikowi Praw Pacjenta nowe narzędzia administracyjne. Projekt przewidywał możliwość wydania decyzji nakazującej zaprzestanie określonej praktyki pseudomedycznej, a za niewykonanie decyzji – wysoką karę pieniężną. 

Celem zmian było zwiększenie ochrony pacjentów przed niesprawdzonymi metodami leczenia, osobami podszywającymi się pod specjalistów oraz podmiotami zarabiającymi na oferowaniu terapii i usług o niepotwierdzonej skuteczności. 

Ustawa przeszła całą ścieżkę parlamentarną. Sejm przyjął ją 31 lipca, po uwzględnieniu poprawek Senatu, i przekazał prezydentowi. 19 sierpnia prezydent zdecydował jednak o skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że przepisy nie weszły w życie i obecnie nie mogą być podstawą nakładania przewidzianych w nich sankcji. 

NIL od początku popierało kierunek ustawy, ale już wcześniej wskazywało, że zamiany są niewystarczające. W stanowisku z 2025 r. samorząd lekarski postulował uzupełnienie „lex szarlatan” o odpowiedzialność karną, szczególnie w sytuacjach, gdy pseudomedycyna prowadzi do rezygnacji przez pacjenta z leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. 

Prezydent proponuje odpowiedzialność karną 

Nowa prezydencka inicjatywa jest odpowiedzią na ten problem. Projekt wpłynął do Sejmu 20 sierpnia 2026 r. i obecnie znajduje się dopiero na początku drogi legislacyjnej – został skierowany do opiniowania przez Biuro Legislacyjne. 

Projektowany art. 160a Kodeksu karnego ma wprowadzać odpowiedzialność za określone formy nakłaniania osoby do niepodjęcia lub zaprzestania leczenia albo diagnostyki. Karalne miałoby być także nakłanianie do zastosowania praktyki przedstawianej jako służąca poprawie zdrowia, jeżeli sprawca posługuje się m.in. przemocą, groźbą, podstępem lub wprowadzeniem w błąd. 

NIL ocenia ten kierunek pozytywnie. Jednocześnie uważa, że przepis powinien zostać rozszerzony. 

„W ocenie Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej optymalnym rozwiązaniem byłoby jednoczesne wprowadzenie instrumentów prawa karnego i prawa administracyjnego” – wskazuje samorząd. 

NIL chce, aby oba mechanizmy działały równolegle: prawo administracyjne pozwalało szybko reagować na szkodliwe praktyki, a prawo karne umożliwiało ściganie najpoważniejszych zachowań. 

Nie tylko przemoc i groźby 

Najważniejszy zarzut lekarzy dotyczy zakresu projektowanej odpowiedzialności karnej. 

Według NIL obecne brzmienie przepisu może nie obejmować sytuacji, w której ktoś nakłania pacjenta do rezygnacji z leczenia, mimo że lekarz nie zdążył jeszcze konkretnego leczenia zlecić. Dotyczyć to może np. osoby już zdiagnozowanej, która dopiero oczekuje na wizytę u specjalisty. 

Samorząd chce również, aby odpowiedzialność karna mogła dotyczyć działań prowadzonych za pośrednictwem internetu. W takim przypadku nie ma bowiem jednego, indywidualnie wskazanego adresata. Przekaz może trafiać jednocześnie do tysięcy czy milionów osób. 

NIL zwraca uwagę także na inną lukę. Projekt uzależnia karalność od tego, czy niepodjęcie lub przerwanie leczenia może narazić człowieka na „bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Lekarze uważają, że to zbyt wysoki próg. Postulują odrębny, łagodniej karany typ przestępstwa obejmujący również zachowania, które są szkodliwe, ale nie prowadzą do tak bezpośredniego zagrożenia. 

Podobnie ma być w przypadku pseudoterapii. Zdaniem NIL nie każda metoda pseudomedyczna powoduje bezpośrednie zagrożenie życia. Częściej może być po prostu nieskuteczna i skłaniać pacjenta do wydawania pieniędzy na terapię, która nie przynosi żadnej korzyści zdrowotnej. Dlatego samorząd chce objęcia odpowiedzialnością także nakłanianie do stosowania metod, które według aktualnej wiedzy medycznej nie przynoszą pozytywnych skutków. 

Opinia czy nakłanianie? 

Lekarze wskazują jeszcze jeden problem – granicę między wolnością wypowiedzi a działalnością, która powinna być karalna. 

Projekt przewiduje wyłączenie odpowiedzialności za samo wyrażanie opinii, ocen i przekonań dotyczących leczenia lub diagnostyki, jeżeli nie wiąże się ono z określonymi formami manipulacji. NIL uważa jednak, że obecne brzmienie tego przepisu jest niejasne. 

Szczególnie problematyczne może być powtarzalne publikowanie w internecie nieprawdziwych informacji na temat metod leczenia. Jednorazowa krytyczna opinia o terapii nie jest tym samym co systematyczne przekonywanie odbiorców, aby z niej zrezygnowali. 

NIL chce więc, aby ustawa wyraźniej rozgraniczała te sytuacje. W stanowisku wskazuje, że uporczywe i powtarzalne działania prowadzone w krótkich odstępach czasu mogą w praktyce być równoznaczne z nakłanianiem do zaprzestania lub niepodjęcia leczenia albo do stosowania pseudomedycyny. 

Na obecny etapie „lex szarlatan” nie obowiązuje, ponieważ prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Z kolei propozycja prezydenta jest dopiero projektem ustawy. O tym, jakie rozwiązanie ostatecznie będzie obowiązywać, zdecyduje więc dalszy przebieg prac legislacyjnych. 


Źródło: NIL.org.pl