Dostęp Otwarty

Absolwenci

Górnik i lekarz – znajdź dziesięć różnic

Lek. med. Artur Drobniak

Członek Komisji Młodego Lekarza OIL w Warszawie

Small drobniak ww005 opt

Lek. med. Artur Drobniak

Szacunek jest zarezerwowany dla silniejszych, głośniejszych i bardziej nieobliczalnych.

Prawdziwy rollercoaster emocji urządzili nam rządzący na początku 2015 roku. Po protestach lekarzy POZ, z Porozumieniem Zielonogórskim na czele, doszło do starcia władzy z prawdziwą siłą, jaką w naszym kraju są górnicy. Choć wykonujących zawód górników mamy mniej niż lekarzy i lekarzy dentystów (nie mówiąc o wszystkich pracownikach ochrony zdrowia: ok. 106 tys. górników wobec 164 tys. lekarzy i lekarzy dentystów), to siłą przebicia w świadomości Polaków i relacji mediów dominują przedstawiciele tej pierwszej grupy zawodowej.

Brak zrozumienia

Jedną i drugą grupę można opisywać podobnymi epitetami. I górnictwo, i lecznictwo „przynosi straty”. I górnictwo, i lecznictwo „pomaga Polakom”. I górnictwo, i lecznictwo „zapewnia bezpieczeństwo”. Przynajmniej takie określenia słyszeliśmy wielokrotnie podczas protestów górniczych. Za to podczas lekarskich usłyszałem, że „lekarze znowu odeszli od łóżek pacjentów” (jakby lekarz POZ miał możliwość odejścia od łóżka pacjenta), „znowu domagają się pieniędzy” itp.

Niestety początek 2015 roku pokazał naszemu środowisku, jak słabą mamy pozycję, co spowodowało, że na własnej skórze doświadczyliśmy subiektywizmu mediów. Górnicy byli mocno przez nie wspierani, natomiast w starciu lekarzy rodzinnych z ministrem Arłukowiczem zdawały się one trzymać z ministrem. Co bardziej obiektywne nie opowiadały się po żadnej ze stron, ale i nie wdawały się zbyt dogłębnie w istotę problemu. Przecież minister obiecał coś „społecznie dobrego”, czyli dostęp do szybkiego leczenia onkologicznego, a premier Kopacz chciała uczynić coś „społecznie złego”, czyli zamknąć kopalnie.

Zapłaci przychodnia

Dlaczego tak mało osób zadało sobie trud zrozumienia, o co chodzi w protestach lekarzy? Media niezwykle rzadko cytowały przedstawicieli samorządu lekarskiego, mimo że dość precyzyjnie wypowiadali się oni o istocie problemu. A gdy przyszło do zaproszeń do programów telewizyjnych, lepszymi specami od ochrony zdrowia okazali się były aktor Jarosław Jakimowicz i były piosenkarz Michał Wiśniewski...

Myślę, że ci panowie nie wiedzieli, że podpisywanie umów jednostronnie korzystnych dla płatnika (NFZ) przez podmioty funkcjonujące na zasadzie spółek prawa handlowego (POZ) jest ryzykowne i często na granicy opłacalności. Że gdy nie ma jasnych przepisów wykonawczych, codzienne funkcjonowanie POZ staje się zawiłe, niepewne, a dodatkowo coraz mniej opłacalne. W mediach pojawiały się informacje, że lekarze znowu chcą więcej pieniędzy (wzrost stawki kapitacyjnej). Czemu nie wspominano równie często, że za wykonywanie nowych dodatkowych badań mających na celu wstępne rozpoznanie nowotworu zapłacić musi przychodnia? A przykładowo kolonoskopia i gastroskopia przy diagnostyce krwawienia z przewodu pokarmowego to koszt dla przychodni kilkuset złotych za pacjenta.

Z jakim spotkaliśmy się odbiorem społecznym? Kolega (w trakcie specjalizacji), który pracuje w POZ, usłyszał, że dzięki wizycie pacjenta, „za którą NFZ zapłaci przychodni 140 zł, to sobie doktor nowe buty kupi”, a inna koleżanka (specjalistka medycyny rodzinnej) usłyszała, że „zbiera na nowy samochód, skoro w jeden dzień zarabia kilka tysięcy złotych – teraz po reformie onkologicznej”. Oczywiście mówię o wyjątkach. Ale pacjenci, bombardowani spotami Ministerstwa Zdrowia o szybkiej ścieżce onkologicznej, nie odkryli istoty sprawy – znacznego wzrostu kosztów funkcjonowania POZ przy niewielkim wzroście nakładów.

Konieczny pakt z pacjentami

Podsumowując, przynajmniej według Ministerstwa Zdrowia, zyskali lekarze rodzinni (okaże się w podsumowaniu rocznym). Musimy sobie jednak uświadomić, biorąc pod uwagę budżet NFZ, że przy wzroście wydatków na podstawową opiekę zdrowotną komuś innemu środki zostały obcięte. Zapewne w połowie roku usłyszymy, komu zabrano najwięcej i którzy pacjenci z tego powodu ponownie ucierpią.

Nakłady na opiekę zdrowotną nadal są relatywnie niskie. Koszt wykonywanych procedur, odczynników, sprzętu itp. jest taki sam, a w niektórych specjalnościach nawet większy niż w krajach Europy Zachodniej. Oszczędza się więc na pracownikach i pacjentach.

Przekażmy pacjentom: Nie jesteśmy waszymi oponentami. I mimo że resort wedle maksymy „dziel i rządź” nader skutecznie próbuje nas rozdzielić i skłócić... nie dajmy się!

Koledzy, dbajmy o naszych pacjentów jeszcze mocniej, mimo narastających trudności, pokazujmy, że wina nie leży po naszej stronie.

Być może wtedy będziemy mieć wspólną siłę, by jak górnicy stać się dla rządzących poważnymi negocjatorami w konflikcie interesów. Pacjent był i jest naszym partnerem, na pewno nie zakładnikiem, co próbował wmówić minister Arłukowicz, gdy sam czynił z niego zakładnika swojej gwałtownie wprowadzonej, niedoskonałej reformy. Gdzie w tym wszystkim jest młody lekarz? Niestety, gdzieś w tylnym rzędzie, jako ten mogący pewnie najmniej zyskać, ale równie dużo stracić. Ten, który na razie się szkoli, ale już traci napęd do pracy i nauki oraz poczucie obowiązku, gdy widzi taki brak szacunku władzy. Ten szacunek jest przecież wyraźnie zarezerwowany dla silniejszych, głośniejszych i bardziej nieobliczalnych.