Dostęp Otwarty

Absolwenci

Kontrole – zbędna biurokracja czy pozytywny bodziec?

Lek. Artur Drobniak

Członek Komisji ds. Młodych Lekarzy

Small drobniak ww005 opt

Lek. Artur Drobniak

Gdy słyszymy słowo „kontrola”, w wielu z nas budzą się negatywne emocje. I takie emocje wyczuwało się niedawno w większości warszawskich szpitali. W ostatnich miesiącach odbyła się kontrola specjalizantów zorganizowana przez Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Niepokój wśród specjalizantów pozwolił mi, również specjalizantowi, zobaczyć jak, tak po ludzku, radzimy sobie w formalnych sytuacjach i co one mogą zmienić w rzeczywistości młodego lekarza. Uwagę niewątpliwie od razu przykuwał fakt, jak poprawiają się relacje między specjalizantami i ich kierownikami i jak zagęszcza się częstość ich rozmów i kontaktów. Nagle poziom zainteresowania dokonaniami swojego specjalizanta rósł diametralnie w stosunku do codzienności. W końcu nikt nie chciał być wskazany przez komisję jako ten, który ma największe zaległości i najwięcej do nadrobienia.

Z technicznego punktu widzenia w czasie dwóch tygodni przed kontrolą prócz samych zainteresowanych najbardziej spracowane były rozgrzane do czerwoności maszyny kserujące i archiwiści. W pozornie najgorszej sytuacji były osoby pod koniec szkolenia specjalizacyjnego, które musiały przekopać sterty dokumentów archiwalnych. Przygotowanie stosu dokumentacji spędzało sen z powiek wielu z nich, ale też otwierało oczy na niedostrzegane do tej pory braki.

Wyniki dość korzystne

Po tej przedkontrolnej mobilizacji większość specjalizantów usystematyzowała swoje dotychczasowe dokonania i była gotowa do rozmów z komisją. Generalnie wyniki były dość korzystne i większej ilości uchybień nie zgłaszano. A jeśli, były to zaległe, nieodbyte staże (wstrzymane ze względu na braki personalne na oddziałach), innym razem w złym terminie odbyte kursy. Największym minusem był powszechny niedobór wykonanych procedur w stosunku do zaawansowania szkolenia specjalizacyjnego.

Czyli jest nieźle, ale wytknięto konkrety, które trzeba poprawić. I w tym już głowa kierowników jednostek, by usprawnić organizację pracy, by umożliwić specjalizantom i ich opiekunom spełnianie wymogów programu szkolenia specjalizacyjnego.

Z tego zamieszania, po głębszej analizie obserwowanych wydarzeń, można wysnuć kilka ciekawych wniosków. Kontrole z CMKP miały bardzo korzystny wpływ na odbywanie szkolenia specjalizacyjnego. Raz, że zmobilizowały kształcących się do uporządkowania formalności i dokumentacji. Dwa, że ewidentnie pokazywały, gdzie są niedociągnięcia, wskazywały, że dane osoby muszą więcej pracować w konkretnej dziedzinie, a inne wymagają szybko odbycia określonych staży.

Warto co dwa lata

Może wprowadźmy takie kontrole regularnie raz na dwa lata? A w trakcie ich trwania skupmy się na bacznym przestrzeganiu programu odbywania specjalizacji przez młodego lekarza? Wówczas każdy specjalizant bardziej pilnowałby i prosił przełożonych o możliwość wykonywania procedur i odbywania konkretnych staży na danym etapie szkolenia. I co najważniejsze, jako że z zaleceniami pokontrolnymi się nie dyskutuje, łatwiej byłoby o akceptację i wsparcie starań szkolących się. Dodatkowo dzięki kontroli choćby ten raz na dwa lata specjalizant przygotowywałby niezbędną dokumentację, dokonał jej analizy i na bieżąco monitorował swoje postępy. Opiekun z kolei może chętniej szukałby drogi do umożliwienia swojemu uczniowi nauki i nabywania praktycznych umiejętności. Podsumowując, powstałby problem dla obu stron, który finalnie przysporzyłby więcej obowiązków szkolącemu i opiekunowi.

Ale czy nie o to właśnie chodzi w procesie szkolenia? By w tej codzienności obowiązków oddziałowych nie zapomnieć o obowiązku szkolenia i rozwoju zawodowego młodego lekarza? Wówczas nie byłoby frustrujących sytuacji, że pod koniec specjalizacji nagle okazuje się, że młody lekarz ma porażające braki w którejś dziedzinie, podczas gdy w innej stracił niepotrzebnie wiele czasu.