Dostęp Otwarty

Made in poland

Światowe wydarzenie: Replantacja powłok okolic twarzoczaszki

Wojciech Skowroński

Konsultacja medyczna: prof. Adam Maciejewski

Lekarze z Centrum Onkologii w Gliwicach znani są z pionierskich zabiegów niewykonywanych do tej pory w Europie, a nawet na świecie. Pierwsze przeszczepienie twarzy ratujące życie wykonali w maju 2013 roku u 33-letniego pacjenta. Pod koniec tego roku przeszczepili twarz u chorej na nerwiakowłókniakowatość 26-letniej kobiety, a dwa lata później 37-letniemu pacjentowi przeszczepili narządy szyi – krtań, tchawicę, gardło, przełyk, tarczycę z przytarczycami, struktury mięśniowe oraz powłokę skórną przedniej ściany szyi. U nikogo nie zauważono reakcji odrzutu przeszczepu. Czują się dobrze, wraca funkcjonalność operowanych części ciała.


Chirurdzy z gliwickiego Centrum Onkologii wykonali replantację powłok okolic twarzoczaszki u 26-letniej kobiety. Do tak poważnego urazu doszło w czasie prac żniwnych, gdy kobieta, nie zachowując ostrożności, zbliżyła się do maszyny rolniczej. Zerwany skalp obejmował okolicę czołową, nasadę nosa, łuki brwiowe, prawe ucho, okolice ciemieniową i potyliczno-karkową część skóry szyi.

Zabieg z pewnością nie byłby możliwy, gdyby nie profesjonalne zachowanie zespołu karetki pogotowia, który przewiózł kobietę do Szpitala im. św. Barbary w Sosnowcu, a stamtąd po umieszczeniu oderwanego fragmentu ciała w pojemniku o temperaturze 4°C do gliwickiego ośrodka. Zabiegi replantacji ze względu na duże ryzyko obumarcia tkanek transportowanego fragmentu powinny być wykonane do pięciu godzin, jednak w tym przypadku, biorąc pod uwagę prawidłowe zabezpieczenie skalpu, lekarze podjęli się operacji, mimo iż od wypadku upłynęło aż osiem godzin.

– Ten czas to granica zdrowego rozsądku – mówili przed zabiegiem.

W ciągu niespełna 40 minut zespół bloku operacyjnego CO w Gliwicach – pięciu chirurgów z zespołu rekonstrukcyjnego, dwóch anestezjologów i cztery instrumentariuszki – był już w pełnej gotowości.

Ograniczeni czasem

– Czas w przypadku replantacji jest bardzo istotny i z nim wiązały się nasze obawy, choć oderwana dużych rozmiarów powierzchnia ciała przeznaczona do replantacji też wzbudzała nasz niepokój. Wiedzieliśmy, że zabieg polegający na przyszyciu i przywróceniu krążenia w oderwanej części ciała musi być wykonany szybko poprzez połączenie niespełna milimetrowych naczyń tętniczych i żylnych, najmniejszych, na jakich do tej pory pracowaliśmy – mówi prof. dr hab. med. Adam Maciejewski z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej w gliwickim CO.

Zespół chirurgów, podejmując się replantacji niewykonywanej dotąd na taką skalę na świecie, nie mógł, co oczywiste, posiłkować się żadnymi doświadczeniami swoich kolegów z krajowych czy zagranicznych ośrodków, dlatego ustalanie przebiegu operacji było bardzo ważne, skomplikowane i wyjątkowo precyzyjne, choć z wiadomych względów trwało stosunkowo krótko. Po ustaleniu planu działań rozpoczął się ośmiogodzinny zabieg.

– Na wewnętrznej powierzchni skalpu szukaliśmy naczyń tętniczych i żylnych, które nadawałyby się do połączenia z naczyniami znajdującymi się w obrębie oderwanego fragmentu. Był to etap bardzo trudny, ponieważ nie mogliśmy zlokalizować kikutów naczyń, co ostatecznie zmusiło nas do pobrania struktur naczyniowych z przedramienia, stworzenia specjalnych pomostów przedłużających i wykonania mikrozespolenia. Naczynia rozszerzaliśmy zarówno mechanicznie, przy użyciu specjalnych pęset, jak i farmakologicznie – opisuje prof. Maciejewski.

Stan zadowalający

Ten etap zabiegu był żmudny, długi, wycieńczający, ale najważniejszy. Gdy udało się przywrócić krążenie, chirurdzy wszyli skalp w obręb środkowego, górnego piętra twarzy i brzegów całego ubytku. Replantacja oraz troska o zachowanie ukrwienia skalpu pacjentki ma bardzo duże znaczenie.

– To jej własna, integralna struktura, więc nie wymaga podawania leków immunosupresyjnych – dodaje prof. Maciejewski.

Jest to kolejna sytuacja, kiedy do gliwickiego ośrodka kierowani są pacjenci, u których nie zdiagnozowano choroby nowotworowej, ale ich stan pourazowy zagrażał życiu i żaden inny krajowy ośrodek nie był w stanie im pomóc.

– W naszym szpitalu nie mamy ostrych dyżurów replantacyjnych, ale w tym przypadku wiedzieliśmy, że jeśli nie zareagujemy błyskawicznie, pacjentka straci szansę – komentuje prof. Maciejewski.

W czasie wykonywania badań TK, po przeprowadzonej replantacji okazało się, że podczas wypadku naderwane zostały pewne struktury mięśniowe i wiązadłowe kręgosłupa szyjnego, co wiąże się z bólem i ograniczeniem ruchomości, dlatego kolejnym ważnym elementem jest wprowadzenie odpowiedniego leczenia zachowawczego i rehabilitacja.

– Wypośrodkowanie pomiędzy właściwą rehabilitacją, leczeniem przeciwbólowym, a także profilaktyką przeciwzakrzepową i przeciwtężcową jest kluczowe. Musimy także pamiętać, że w dalszym ciągu istnieje ryzyko częściowej martwicy. Czas, jaki upłynął od wypadku do zabiegu, nie działał korzystnie, poza tym cała powierzchnia ubytku, która obejmowała 100 proc. powierzchni twarzoczaszki i szyi, też stanowi ryzyko w postaci powikłań naczyniowych, np. zakrzepów. Na razie jednak stan pacjentki jest zadowalający, przejrzała się w lustrze i jest zadowolona z przebiegu leczenia, nie ma ubytków neurologicznych, nie wdała się infekcja – kończy prof. Maciejewski.