Dostęp Otwarty

Na ważny temat

Wszyscy mamy niepowodzenia na swoim koncie

O dylematach etyczno-medycznych z prof. dr. hab. med. Andrzejem Matyją, chirurgiem, prezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie, rozmawia Elżbieta Borek

Small a matyja opt

prof. dr hab. med. Andrzej Matyja

MT: Czy nie żałuje pan czasów, w których lekarz był niemal Bogiem, a jego decyzje były nie do zakwestionowania? Dzisiaj pacjent przychodzi na wizytę z gotową diagnozą.


Prof. Andrzej Matyja:
To prawda, ale jednak przychodzi! A więc nie do końca wierzy doktorowi Google i chce jego opinię zweryfikować, a to znaczy, że nie stracił zaufania do nas, lekarzy. Nie musimy się więc na niego obrażać za to, że chce więcej wiedzieć. To dobrze, że przychodzi do gabinetu, a nie leczy się przez internet, bo wiele informacji tam zamieszczanych jest po prostu fałszywych.

Lekarz ma obowiązek wyjaśnić pacjentowi wszystko, co dotyczy jego choroby. Skończyła się epoka, w której lekarz jedynie informował. Dziś obowiązkiem lekarza jest rozmowa z pacjentem i odpowiadanie na pytania w sposób jasny i zrozumiały.


MT: Zasadnicze pytanie brzmi: Czy pacjentowi trzeba mówić wszystko?


A.M.:
Każdy ma prawo wiedzieć. Jednak obowiązek mówienia choremu wszystkiego moim zdaniem nie w każdej sytuacji jest dobry. Czasem pacjent po usłyszeniu „całej prawdy i tylko prawdy” rezygnuje z leczenia, wpada w depresję, odmawia przyjmowania leków itd. Z drugiej strony w niektórych sytuacjach życiowych niepowiedzenie prawdy może powodować wymierne konsekwencje finansowe dla najbliższych i rodziny. Dlatego to trzeba starannie wyważyć. Moim zdaniem choremu należy mówić tyle, ile chce usłyszeć.


MT: A skąd lekarz może wiedzieć, gdzie jest ta granica?


A.M.:
To się da wyczuć. W moim przypadku procentują lata doświadczenia. Tak naprawdę lekarz musi być psychologiem, nie tylko rzemieślnikiem. A więc należy rozmawiać z asertywnością, odpowiadać na pytania i mówić tyle, ile pacjent oczekuje.


MT: Czyli nie mówić za dużo?


A.M.:
Tak. Udzielić wyczerpujących, a nie zdawkowych odpowiedzi, mówić językiem zrozumiałym, ostrożnie formułować opinie, nie kierując się ideą, że prawda za wszelką cenę i prosto z mostu, bo reakcje pacjenta mogą być różne. Szczególnie w sytuacjach, gdy choremu trzeba zakomunikować diagnozę ostateczną. Oczywiście tej prawdy nie można ukrywać i udawać, że wszystko będzie dobrze, jeśli wiemy, że nie będzie. Ale pamiętajmy, że pacjenci nie zawsze chcą znać szczegóły. W trudnej sytuacji musimy szukać najlepszych słów i mieć tyle czasu dla pacjenta, ile on tego wymaga.


MT: Wróćmy jednak do zwykłej rozmowy w gabinecie lekarskim.


A.M.:
Jeśli lekarz nie zdobył zaufania, to sukcesu terapeutycznego nie będzie. Pacjent, nawet jeśli wykupi leki, będzie je stosował do momentu, aż dolegliwości miną, nawet jeśli dowiedział się, że nie może ich odstawić przed upływem określonego czasu.


MT: Czego więc unikać w czasie rozmowy z pacjentem?


A.M.:
Na pewno fachowej terminologii, która powoduje, że pacjent nie rozumie, co się do niego mówi, czuje się gorszy, przestaje słuchać i na pewno nie będzie realizować zaleceń. Nie można ignorować pytań pacjenta, nawet jeśli wydają się naiwne, przerywać mu, kończyć za niego zdania, nie można patrzeć na zegarek i odbierać telefonów. To już jest lekceważenie. A poczucie braku akceptacji i lekceważący stosunek blokują współpracę. Komunikacja z ludźmi jest bardzo ważna. Uwaga na słowa!

W Stanach Zjednoczonych eksperci analizowali skargi pacjentów na lekarzy. Okazało się, że u podłoża 70 proc. z nich leżały problemy w komunikacji. W niektórych stanach firmy ubezpieczeniowe udzielają zniżki specjalistom, którzy przeszli szkolenie komunikacyjne.


MT: Czy lekarz w każdej sytuacji powinien przyznać się do błędu?


A.M.:
Nie ma chirurgii bez niepowodzeń. Ale często mylimy błąd lekarski ze zdarzeniem niepożądanym. Błąd jest wtedy, kiedy coś się wydarzy, a my tego nie rozpoznaliśmy i nie zastosowaliśmy odpowiedniego postępowania. Natomiast nawet najtragiczniejsza sytuacja, czyli śmierć na sali operacyjnej, która jest traumą, może się zdarzyć w wyniku zdarzeń niepożądanych. Czasem, mimo starań i pomocy ze strony innych specjalistów, nie udaje się uniknąć tragicznych konsekwencji. Wszyscy mamy niepowodzenia na swoim koncie. Niezależnie od przyczyn lekarz ma bezwzględny obowiązek poinformować o tym pacjenta lub jego rodzinę. Ale czasem strach i obawa przed wykorzystaniem tego niepowodzenia, przed jego konsekwencjami, również zawodowymi, są paraliżujące. Szczególnie dzisiaj, kiedy niektóre kancelarie prawnicze wyspecjalizowały się w wyciąganiu od szpitali pieniędzy.

Radzę nie ukrywać stanu faktycznego, bo znacznie gorzej jest, kiedy prawda wycieka bocznymi ścieżkami. Błędy w sztuce lekarskiej zdarzają się rzadko, niepowodzenie częściej jest wynikiem niepomyślnych okoliczności, stanu zaawansowania choroby, zbiegu zdarzeń i wielu innych przyczyn. Pomyłki i błędy także się zdarzają, bo jesteśmy ludźmi. Ale w sytuacji ujawnienia takiej okoliczności od razu dochodzi do nagonki medialnej. Zamiast wyjaśnić okoliczności zajścia, środowisko musi się bronić.


MT: I zwiera szeregi.


A.M.:
Moim zdaniem jest odwrotnie – chętniej na siebie donoszą – choć to pewnie za mocne słowo. Jako prezes Okręgowej Izby Lekarskiej muszę powiedzieć, że nieetyczne zachowania wśród lekarzy nie są przez środowisko tolerowane. Mieliśmy przypadki, że lekarze otrzymali dożywotni zakaz wykonywania zawodu, co przecież jest równoważne ze śmiercią zawodową.