Co znajdziesz w artykule?

Rząd rozpoczyna budowę systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej. Podmioty lecznicze do tego systemu będzie kwalifikował NFZ według wytycznych ministra zdrowia. Z tymi, które trafią do sieci szpitali, fundusz podpisze kontrakt na cztery lata i zapłaci im za świadczenia medyczne ryczałtem.

Placówki medyczne, które znajdują się w sieci szpitali, będą miały zagwarantowane finansowanie na kolejne cztery lata.

Przepisy dotyczące sieci szpitali mają wejść w życie w tym roku, ale prawie wszystkim szpitalom umowy z NFZ wygasną dopiero pod koniec czerwca przyszłego roku. By uniknąć chaosu, placówkom zakwalifikowanym do systemu od 1 lipca 2017 roku dotychczasowe umowy z funduszem automatycznie przekształci się w nowe. Na te oddziały i jednostki, które znajdą się w sieci.

Taki pomysł znalazł się w rządowym projekcie noweli ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zakończył konsultacje społeczne projektu i przez najbliższe tygodnie będzie go forsował w Sejmie.

Reforma zakłada podział placówek medycznych na sześć poziomów. Pierwszy etap zmian na krajowej mapie szpitali ma polegać na przyporządkowaniu ich do placówek I, II i III stopnia. Kwalifikacja do konkretnego poziomu będzie zależała

od tego, jaka jest skala działania podmiotu leczniczego i jakość świadczeń.

1. Pierwszy poziom ma być przeznaczony dla szpitali powiatowych. Chodzi o placówki podległe starostom, które dysponują przynajmniej dwoma oddziałami takimi jak: chirurgia ogólna, interna, położnictwo i ginekologia, neonatologia i pediatria.

2. Do drugiego poziomu wejdą szpitale wojewódzkie, które dysponują minimum sześcioma z siedmiu oddziałów, m.in.: kardiologią, urologią czy neurologią.

3. Trzeci poziom ma odpowiadać działającym obecnie wieloprofilowym szpitalom specjalistycznym mającym minimum osiem spośród dwudziestu jeden określonych przez ministra zdrowia oddziałów, czyli np. kardiochirurgię, okulistykę dziecięcą, toksykologię kliniczną czy transplantologię dziecięcą.

Poza tym warunkiem podpisania umowy z NFZ przez szpital zakwalifikowany do 2. i 3. poziomu będzie dysponowanie oddziałem anestezjologii i intensywnej terapii.

4. Do czwartego poziomu wejdą szpitale onkologiczne i pulmonologiczne.

5. Ten poziom będzie należał do podmiotów pediatrycznych.

6. Tu znajdą się placówki ogólnopolskie, czyli szpitale kliniczne i instytuty podległe ministrowi zdrowia.

Nie jest jednak powiedziane, że dyrektor szpitala może być pewien, że otrzyma kontrakt na wszystkie wymagane oddziały i poradnie. W każdym z poziomów będą mogły się bowiem znaleźć tylko te komórki, na które zarządzający placówką medyczną miał przez ostatnie dwa lata umowy z NFZ. Poza tym dyrektorzy szpitali, chcąc funkcjonować w sieci, powinni dysponować izbą przyjęć lub odziałem ratunkowym. Także na te jednostki trzeba będzie wykazać się kontraktem z płatnikiem w ciągu ostatnich dwóch lat.

Spełnienie tych warunków zapewni szpitalowi kontrakt z NFZ na cztery lata.

– Zaletą tego pomysłu jest odejście od przeprowadzania konkursów dla szpitali, które wiadomo, że muszą działać. Czy to byłaby sieć, czy inna forma trwałego kontraktu, ważne, by zagwarantowała placówkom medycznym stabilizację, a ich pacjentom ciągłość udzielania świadczeń – mówi Agnieszka Pachciarz, była prezes NFZ. Jej zdaniem stabilizacja rynku szpitalnego stanowi wartość pomysłu ministra Radziwiłła. Ponadto budżetowe finansowanie placówek z sieci pochłonie ok. 85 proc. środków na leczenie hospitalizacyjne. Pozostałe szpitale będą walczyć o finanse w konkursach.

Duże zmiany dotyczą zasad finansowania szpitali. Minister Radziwiłł, uzasadniając ich wprowadzenie wskazuje, że placówki, które znajdą się w ogólnopolskim systemie zabezpieczenia, będą otrzymywać od NFZ ryczałt na świadczenia medyczne. Sugerowałoby to, że resort zdrowia zamierza odejść od zasad rozliczania szpitali z wykonanych procedur.

Z jednej strony dyrektorzy szpitali patrzą optymistycznie na takie rozwiązanie, bo rezygnacja z Jednorodnych Grup Pacjentów daje im pewien oddech i odejście od pracy na akord. – Zakładam, że nowe rozwiązanie będzie polegało na tym, że zarządzający mają pewną swobodę w dysponowaniu budżetem szpitalnym. Większy strumień pieniędzy będą mogli kierować np. na te świadczenia, na które jest duże zapotrzebowanie. – To oznacza, że moglibyśmy przesuwać pieniądze pomiędzy różnymi zakresami świadczeń, bez konieczności uzyskania zgody płatnika – zauważa Iwona Mazur, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej.

Z drugiej strony eksperci widzą w finansowaniu ryczałtem zagrożenia. – To doprowadzi do tego, że szpitale będą rezygnowały z przeprowadzania kosztownych procedur. Zbędni w szpitalach powiatowych okażą się zwłaszcza pacjenci potrzebujący intensywnej terapii. Tym bardziej że placówka podległa staroście nie będzie musiała dysponować OIOM – mówi Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego. W ten ton uderzają też specjaliści. Związek Zawodowy Anestezjologów napisał przed miesiącem do ministra zdrowia list o tym, że zamiany doprowadzą do ograniczania liczby stanowisk lub likwidacji całych oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii. Leżą tam pacjenci najdrożsi, bo wymagający kosztownych terapii, np. przecwigrzybiczych.

Poza tym Jerzy Gryglewicz alarmuje, że ryczałt nie motywuje lekarzy do efektywnej pracy. – Przecież mieliśmy już przed kilkunastoma laty taki system finansowania szpitali. Nikt nie rozliczał personelu medycznego z efektów pracy, a szara strefa kwitła. Doktorzy najchętniej przyjmowali prywatnie pacjentów, bo dostanie się do publicznej poradni graniczyło z cudem, gdyż nie było w niej nigdy wolnych terminów – dodaje Jerzy Gryglewicz.

Jego obawy podziela Agnieszka Pachciarz. – System Jednorodnych Grup Pacjentów miał zalety i spełnił swoją rolę. Były też wady. Zwłaszcza liczne pobyty w szpitalu niekończące się dla pacjenta niczym konkretnym – mówi Agnieszka Pachciarz. Podkreśla, że ryzyko związane z nowym pomysłem to utrata osiągnięć ostatnich lat. – Długie hospitalizacje, typowe dla systemu przed JGP, obecnie będą oznaczały wydłużenie kolejek. Bardzo dużo będzie zależało od dyrektorów i ordynatorów, a także od odpowiednio motywujących zasad określania ryczałtów dla szpitali – zauważa Agnieszka Pachciarz.

Trzeba jednak zauważyć, że w projekcie ustawy o świadczeniach wiele aspektów pozostaje w sferze domysłów. – Uzyskałem z Ministerstwa Zdrowia interpretację, w której urzędnicy wskazują, że rozliczanie według JGP pozostanie. Dostaniemy określoną sumę pieniędzy na ilość procedur, którą przeciętnie wykonujemy – mówi Dariusz Kostrzewa, prezes szpitalnej spółki Powiatowe Centrum Zdrowia w Malborku.

Wielką niewiadomą w sieci szpitali finansowanych ryczałtem pozostają nadwykonania. Eksperci zastanawiają się, czy NFZ będzie płacił chociażby za procedury ratujące życie wykonane ponad limit przewidziany w kontrakcie.

– Może się okazać, że pod koniec roku placówki będą ograniczały przyjęcia. Zwłaszcza gdy się okaże, że dodatkowych pieniędzy nie będzie. A takie ryzyko istnieje, szczególnie w powiatach, gdzie szpitale są zwykle najbardziej niedofinansowane. Starostowie mogą naciskać na dyrektorów szpitali, aby nie przyjmowali już pacjentów spoza rejonu – mówi Jerzy Gryglewicz. Jego zdaniem oznaczałoby to powrót do rejonizacji.

Ryczałtem miałaby być też finansowana ambulatoryjna opieka specjalistyczna. Poszczególne poradnie specjalistyczne, według pomysłów ministra Radziwiłła, także znajdą się w systemie zabezpieczenia szpitalnego. Szczegóły tego rozwiązania są jednak na razie także zagadką. Równolegle bowiem z projektem noweli ustawy o świadczeniach rząd pracował nad ustawą o podstawowej opiece zdrowotnej. Jej projekt zakłada m.in., że częścią budżetu na AOS będą dysponować lekarze rodzinni. Pytanie tylko, czy zechcą pacjentów kierować do specjalistów i płacić za to, wydzielając pieniądze z finansów przychodni, czy też łatwiej będzie im od razu napisać skierowanie na zabieg do szpitala. – W ten sposób nie zmniejszymy liczby hospitalizacji. Tymczasem większość świadczeń powinna być wykonywana w ambulatoriach, bo tam jest taniej i szybciej – mówi Jerzy Gryglewicz.

Budowa uporządkowanej sieci szpitali – jak uzasadnia minister Radziwiłł – będzie służyła temu, by ograniczyć placówkom możliwość ubiegania się o kontrakt z NFZ. Jego zdaniem udowodnienie w trakcie konkursu, że szpital spełnia standardy wykonywania świadczeń określone przez NFZ to za mało, by partycypować w wydatkowaniu publicznych pieniędzy na zdrowie. Czyli rząd chce odciąć część placówek od podziału tortu, jakim jest budżet NFZ.

Prywatne szpitale odczytują tę zapowiedź jednoznacznie. – Obecne kierownictwo resortu zdrowia dąży przecież do tego, aby to w nas uderzyły te rozwiązania i abyśmy nie uczestniczyli w publicznym systemie finansowania świadczeń. Teraz wiele podmiotów jest w budowie i nie spełnią one kryterium dwuletniego posiadania kontraktu z NFZ przed wejściem do sieci szpitali – mówi Dobrawa Biadun, ekspert Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Podkreśla jednocześnie, że zmiany będą promować molochy, gdzie świadczenia niekoniecznie są wykonywane efektywnie. – Prywatni za te same pieniądze świadczą usługi taniej i efektywniej – mówi.