Dostęp Otwarty

Od redakcji

Wstęp

Prof. dr hab. n. med. Maria Barcikowska

Zakład Badawczo-Leczniczy Chorób Zwyrodnieniowych CUN, IMDiK PAN Warszawa

Neurologia po Dyplomie 2013; 8 (2): 3

Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy,

Odnoszę wrażenie, że chińskie przysłowie o życiu w ciekawych czasach jest zbyt łagodne do opisana czasów, w których przyszło nam pracować. Bardzo długo zaczynałam ten tekst, ponieważ liczba bolesnych wydarzeń w ochronie zdrowia przekracza możliwości emocjonalne większości z nas. W tym koszmarnym wrzasku mediów i licznych dyletanckich komentarzach, tym chętniej wypowiadanych, im ich autor dysponuje mniejszą wiedzą o stanie faktycznym, trzeba mieć naprawdę grubą skórę, żeby pracować. Gdybyśmy pokusili się o pewne podsumowanie, to praca lekarza jest obecnie osadzona w następujących realiach – najpierw toczono polityczną walkę dotyczącą korupcji wśród lekarzy, pełną prymitywnych uogólnień, histerycznego zacietrzewienia, w pewnych kwestiach całkowicie oderwaną od faktów, a podporządkowaną wyłącznie walce politycznej różnych opcji (tu spieszę donieść, że jak absolutnie każdy jestem przeciw korupcji w służbie zdrowia!). Potem szybko nagłośniono tragiczne przypadki śmierci dzieci, obnażające niewydolność ratownictwa i podstawowej służby zdrowia. Podejrzewałam, ogłuszona tymi relacjami, że w tym samym czasie, już bez świateł reflektorów, nie udzielono pomocy wielu innym chorym, np. starym ludziom – i jak się okazało miałam rację, co potwierdza przypadek łódzki! Fakt – nie da się wyjaśnić tych tragicznych zdarzeń jednoznacznie. Nawet Pan Minister zabrał głos (a robi to rzadko!), nie mówiąc o żonie Jerzego Owsiaka i nim samym. Znowu padło wiele słów i znowu nikt nie powiedział, jak to możliwe? Dyskusja krążyła między niewydolnością systemu a błędem ludzkim (dyspozytora? lekarza?), fatum lub nieokreślonym czynnikiem, bo na pewno odpowiedzią na to pytanie nie jest proste (wręcz prymitywne) rozwiązanie, jakim jest powiedzenie, że u podłoża tych dramatycznych wydarzeń leży brak pieniędzy, głupie oszczędności, nierealne biurokratyczne rozwiązania organizacyjne, prawda?

Prawdą jest, że ratownictwo jest bardzo często niewydolne. Wprawdzie jest wzorowane na systemie amerykańskim, ale tam system wyedukował prawdziwych ratowników – my się uczymy. Stanowiska dyspozytora są często obsadzane przypadkowo. Ale jest też druga strona medalu: osoby te często miotają się między brakiem karetek, lekarzy, pieniędzy, poleceniami oszczędzania od szefa, brakiem czasu, benzyny, ciągłymi kontaktami z przerażonymi ludźmi, pełnymi pretensji i agresji (juz media o to dbają!), ale też z pijaczkami, ludźmi wyłudzającymi usługi domowe, różnego rodzaju oszustami i cwaniaczkami, co czyni ich pracę bardzo trudną, na pierwszej linii frontu. Podobno dla dyspozytorów stworzy się możliwości szkoleń. Bardzo dobrze – sama bym posłuchała, jak edukatorzy szkolą dyspozytorów, uczą, jak powinni odpowiadać zrozpaczonym rodzicom i dzieciom starych rodziców i jak wyjaśniać, że nie ma lekarzy ani karetek, a pomoc nocna jest niewydolna. Ach jak sama chciałabym to usłyszeć, zwłaszcza od wykładowców z Ministerstwa Zdrowia...