Dostęp Otwarty

Ale zgryz

Fiskus liczy recepty

Dr n. med. Andrzej Baszkowski

Komisja Stomatologiczna NRL

Small baszkowski andrzej 02  opt

Dr n. med. Andrzej Baszkowski

Obietnice wyborcze stosunkowo łatwo można wprowadzić w życie w zakresie decyzji administracyjnych, przyjęcia ustaw (zwłaszcza nocą), przestawiania urzędników czy zmian organizacyjnych w różnych urzędach. Gorzej z obietnicami finansowymi. Tu trzeba mieć żywą gotówkę i muszą się zgadzać rachunki. Chociaż państwo ma lepiej niż każdy z nas w domu. Sejm może bowiem wyrazić zgodę na deficyt budżetowy, tzn. na wydatki wyższe, niż pozwalają na to zasoby finansowe. Spróbujcie taki numer zrobić w domku i odmówić płacenia jakiegoś podatku, rachunku czy składki na coś tam albo innej opłaty (a jest z czego wybierać). Naiwnością jest liczyć na wyrozumiałość któregoś z wierzycieli…

Państwu zatwierdzony deficyt może nie wystarczyć. Zresztą państwo bywa pazerne. Ostatnio prasa doniosła, że Ministerstwo Finansów przypomniało sobie o doktorach i zaleciło kontrolę w tym roku gabinetów lekarskich. Ministerstwo twierdzi, że lekarze ukrywają zyski. Ma na to dowody. Doktorzy wykazują małe dochody, a wypisują dużo recept. Przyjmuje się, że dochód lekarza to zapłata za wizytę. Fiskus ma inną teorię. Dochody lekarza wynikają nie z liczby przyjętych pacjentów, ale wypisanych recept. Ale na jednej wizycie pacjentowi można wypisać kilka recept… No i awantura. Budżet państwa to miliardy złotych, a tacy lekarze mogą nim zachwiać poprzez głupie recepty. Stomatolodzy wypisują ich niewiele. Sprawdzać więc recepty dentystów to dla fiskusa żaden interes. Ale można na przykład skontrolować, ile implantów w hurtowniach zamawia lekarz. Albo jakie zakupy robi w sklepach z materiałami. A w sklepach czekają nas pewnie podwyżki. No bo jak wszelkie sklepy obłoży się specjalnymi podatkami, to ktoś będzie musiał je zapłacić. Kto się założy, że to będziemy my?