Powitanie

Radośniejsze elementy

IWONA KONARSKA

Small 8382

Za 500 lat pewien badacz prześledzi informacje w zimowych mediach w Polsce w 2014 r., tak tylko dla rozwoju wiedzy historycznej, bo przecież skostniała formuła doktoratu dawno się wyczerpie. Napisze na jej podstawie arcyciekawą pracę, z pewną nutką zadziwienia, że w tamtym czasie Polacy zwalczyli już wszelkie groźne choroby, a problem mieli tylko z nowotworowymi, i to nawet nie z ich leczeniem, lecz z ustawieniem pacjentów w kolejce – każdy z jakąś zieloną kartą, której analogii nie odnaleziono w żadnym innym systemie ochrony zdrowia.

Wszystkie siły umysłowe, biurokratyczne i rysunkowe rzucono na organizację leczenia onkologicznego – konkluduje nasz badacz. Musiało być ono w tym pięknym kraju w ogóle niezorganizowane, jeżeli kolejne jego etapy na stronach resortu zdrowia przedstawiono w postaci rysunków jak z elementarza albo gry planszowej. Dla początkujących. Musiała w tym być jakaś superidea, jeśli dorobek prof. Tadeusza Koszarowskiego okazał się niewiele wart. Niestety, jaka – tego badacz się nie dowiedział.

Tak, media w zimie 2014 r. nie są stendhalowskim zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu, nie odzwierciedlają rzeczywistości. A ta przygnieciona pakietem ma przecież radośniejsze elementy. Tym dość ulotnym, a ważnym jest pewna zmiana zachowania moich znajomych, którzy uważają, że z racji pracy jestem odpowiednią osobą, by mnie informować o… uwaga! do tej pory wyłącznie zarzutach wobec lekarzy. Powoli jednak obserwuję inną tendencję – kolejna osoba dzwoni do mnie, by mi opowiedzieć, jak kompetentnie pomógł jej lekarz. Co to znaczy? Że zajął się nią kompleksowo, że odpowiedział na wszystkie pytania, że ocenił przyszłość, że poradził. Czasem, jak podkreślano, rozmowa odbywała się w zgrzebnych warunkach (w Warszawie to ortopedia na Lindleya), ale nie zmieniło to faktu, że pacjent wiedział, co go czeka, co powinien zrobić, jaką ścieżką pójść. Nie dostał do ręki żadnej karty ani zielonej, ani czerwonej – zaopatrzony w informacje i zlecenia na badania wszedł na swoją ścieżkę dochodzenia do zdrowia. Nie był mu potrzebny żaden pakiet ani ustawianie go w kolejce. Bo tak ogólnie system trzeba usprawniać, ale nie tworzyć nad nim żadnych szybkich ścieżek. Lekarz sam wie, jak ją utworzyć, gdy konkretny pacjent tego potrzebuje. Tylko jaki badacz i gdzie za 500 lat o tym przeczyta?