Dostęp Otwarty

Bez reszty

(Nie)daleko od Mazur

Dr Krzysztof Kuszewski

ekspert ds. zdrowia publicznego

Small kuszewski opt

Dr Krzysztof Kuszewski, ekspert ds. zdrowia publicznego

Kocham Mazury. Znam je głównie z wody, z pokładu mojej łódki. Jednak naczytałem się o ich historii i daje mi ona dużo do myślenia. Jak dużo może się wydarzyć przez tysiąc lat na niedostępnym terenie polodowcowym. Pojawiły się inne narody, ale też naród bez państwa Jaćwież, który zaginął, chociaż na Jeziorze Dobskim można obejrzeć wyspę Gilmę z pozostałościami kurhanu po ostatnim władcy Jadźwingów. Parę kilometrów na północny wschód jest Sztynort (niem. Steinort – kamieniste miejsce). Ostatnim jego właścicielem był Heinrich von Lehndorff, stracony za udział w zamachu na Hitlera. Lehndorffowie byli propolscy, bywał u nich wielokrotnie biskup Ignacy Krasicki. Pisała o Sztynorcie Marion von Dönhoff – była ona wielką orędowniczką porozumienia polsko-niemieckiego. Kochała Mazury, a jej przodkowie byli polskimi oficerami i dyplomatami. Dlaczego o tym piszę?

Wpłynąłem właśnie do Sztynortu. Wielka reklama: „Największy Port na Mazurach”. Może i prawda. My z psem idziemy dalej, pod pałac. Tam tablica, że remont prowadzi Niemiecko-Polska Fundacja Ochrony Zabytków Kultury. Prawdę mówiąc, żadnych prac nie widać, ale jest informacja o udziale politechniki w Dreźnie. Tak trwa od 2009. Pomyślałem sobie, dlaczego nie wsparł tego żaden rząd polski, tylko amatorzy z Drezna. Czy jest zamiar oddania Prus Wschodnich? Przecież to kawał historii dwojga narodów, a do tego bohaterstwo Heinricha von Lehndorffa, który uciekł SS-manom, ale potem poddał się dobrowolnie, chroniąc los rodziny. Zginął straszliwą śmiercią, powieszony na strunie fortepianowej na haku masarskim. Ot, zamiłowanie faszystów do muzyki fortepianowej.

Teraz na chwilę wrócę do medycyny, bo takie sceny, mam na myśli tortury, są również w Syrii. Tam spod gruzów wyciąga się biedne, poranione dzieci. Walka odbywa się nie z Państwem Islamskim, ale pomiędzy USA i Rosją o wpływy na Bliskim Wschodzie. Ratownicy i lekarze narażają życie i robią cuda, aby zmniejszyć skutki wojny. Pytanie, kto za to odpowie, tak jak Niemcy w Norymberdze? Nikt nie odpowie, Syryjczycy są sami sobie winni. Politycy nauczyli się być bezkarni i kłamią po mistrzowsku.