Dostęp Otwarty

Procesy

Gdy pacjent zarzuca ci nietrzeźwość

Robert Horbaczewski

Doktor P., lekarz z wieloletnim stażem, specjalista w zakresie otolaryngologii jednego ze śląskich szpitali, w godzinach rannych stawił się na oddział, aby rozpocząć dyżur sobotnio-niedzielny. Wszedł z reklamówką, w której oprócz produktów żywnościowych znajdowała się butelka charakterystyczna dla piwa.

Na korytarzu siedziała pani J. Jej córka była pacjentką szpitala, której z uwagi na stabilny stan zdrowia udzielono przepustki sobotnio-niedzielnej ze wskazaniem powrotu w sytuacji pogorszenia samopoczucia. Kobieta domagała się, aby lekarz przepłukał córce uszy, gdyż odczuwała ona ból, miała gorączkę i płakała. Kobiecie towarzyszyła matka, z zawodu pielęgniarka. Lekarz, twierdząc, że został pilnie wezwany do izby przyjęć, nie przeprowadził zabiegu.

Podejrzenia i reakcje

Kobieta nabrała podejrzeń, że lekarz jest nietrzeźwy, i zawiadomiła policję. Kiedy doktor przyjmował pierwszego pacjenta w izbie przyjęć, zjawili się funkcjonariusze policji, informując, że otrzymali zawiadomienie o jego nietrzeźwości i wykonywaniu obowiązków w takim stanie. Badanie alkomatem wykazało, że lekarz jest trzeźwy.

Po sprawdzeniu stanu trzeźwości doktor poprosił funkcjonariuszy, aby udali się z nim na oddział i tam w obecności ordynatora, personelu szpitalnego oraz obecnych pacjentów z opiekunami poinformowali zgromadzonych, że jest trzeźwy. Policjanci początkowo nie chcieli się na to zgodzić. Zrobili to na skutek nacisków lekarza. Na oddziale zapanowała bowiem atmosfera sensacji. Rodzice i opiekunowie dzieci komentowali incydent.

Samo wezwanie policji na skutek wątpliwości co do stanu trzeźwości lekarza nie narusza jego dóbr osobistych. Takim naruszeniem są publiczne insynuacje po badaniu wykluczającym nietrzeźwość.


Kiedy policjanci poinformowali zgromadzonych, że lekarz jest trzeźwy, pani J. głośno skomentowała to, że skoro doktor nie jest pijany, to będzie pijany wieczorem. Powiedziała też: „Najpierw kawka i piwko, a potem zajmie się pacjentem”. Zgromadzeni zareagowali śmiechem.

Doktor P. uznał, że zachowanie pacjentki naruszyło jego dobre imię, cześć i godność oraz naraziło go na utratę zaufania koniecznego do wykonywania zawodu lekarza. Zażądał od kobiety zapłaty 1 tys. zł na wskazany cel społeczny oraz opublikowania przeprosin w mediach.

Kobieta broniła się, że jej zachowanie było podyktowane troską o dobro pacjentów i ich zdrowie. Wygląd lekarza, jego zachowanie, wniesienie do szpitala butelki z etykietką wskazująca na to, że jest to piwo, dawały podstawy do przypuszczenia, że jest pod wpływem alkoholu lub że będzie spożywał alkohol w trakcie dyżuru.

Emocje nie są usprawiedliwieniem

Sąd Okręgowy w Katowicach stwierdził, że kobieta naruszyła dobra osobiste lekarza. Potwierdził to Sąd Apelacyjny w Katowicach (sygn. I ACa 947/15). Sąd stwierdził, że samo wezwanie policji na skutek powzięcia wątpliwości co do stanu trzeźwości doktora na podstawie subiektywnego odbioru jego zachowania i znajdujących się przy nim przedmiotów może być uznane za reakcję o charakterze prewencyjnym i nie narusza dóbr osobistych. Co więcej, w imię interesu pacjentów każda osoba, która poweźmie jakiekolwiek wątpliwości co do stanu trzeźwości lekarza, ma prawo domagać się zbadania tej kwestii. Lekarz zaś udający się na dyżur szpitalny winien unikać jakichkolwiek podejrzeń co do możliwości spożywania alkoholu (w procesie nie ustalono, czy w reklamówce, którą lekarz wniósł na oddział, w butelce charakterystycznej dla piwa znajdował się alkohol czy żur).

Szacunek naruszony

Naruszeniem dóbr osobistych było natomiast zachowanie kobiety po stwierdzeniu przez policję stanu trzeźwości. Ewidentną obrazą lekarza były wypowiedzi w stylu „najpierw piwko, potem pacjent” czy insynuacje „wieczorem będzie pijany”, które spotkały się z ogólną reakcją, również w postaci głośnego śmiechu.

Sąd podniósł, że niewątpliwie szacunek do lekarza mającego opiekować się dziećmi w okresie weekendu został w oczach opiekunów dzieci naruszony. Insynuacje spowodowały, że w tym dniu doktor nie przyjmował już w ogóle pacjentów, obawiając się ironicznych spojrzeń czy nawet ostracyzmu. Zachowania pozwanej kobiety nie usprawiedliwiają ani emocje, ani zdenerwowanie stanem zdrowia dziecka.

Sąd, stwierdzając, że kobieta dopuściła się naruszenia dóbr osobistych lekarza, zobowiązał ją do zapłaty 1 tys. zł zadośćuczynienia na cel społeczny oraz przeproszenia lekarza.

Zdaniem sądu wystarczające i adekwatne do okoliczności sprawy i wagi czynu jest przeproszenie nie za pośrednictwem prasy, jak chciał lekarz, ale w drodze oświadczenia wysłanego listem poleconym. Sąd uzasadnił, że naruszenie wystąpiło w miejscu pracy lekarza, w toku wykonywania obowiązków służbowych i w związku z ich wykonywaniem, wobec obecnych wówczas pacjentów i personelu medycznego.