Pytania do konsultanta

Jaki sens mają niewyspanie i ogromna odpowiedzialność?

O tym, dlaczego lekarze uciekają z oddziałów ginekologiczno-położniczych, z prof. dr. hab. med. Krzysztofem Czajkowskim, konsultantem krajowym w dziedzinie położnictwa i ginekologii, kierownikiem II Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii WUM, rozmawia Iwona Dudzik

MT: Na oddziałach brakuje lekarzy, pacjentki tłoczą się w izbach przyjęć, a przecież ich oczekiwania są coraz wyższe – czy ginekologia i położnictwo przeżywają kryzys?


Prof. Krzysztof Czajkowski:
Kłopotem w naszej dziedzinie jest to, że większość lekarzy po zakończeniu kształcenia odchodzi do lecznictwa otwartego. Natomiast w szpitalach mamy niedobór dyżurujących lekarzy. Po wprowadzeniu przepisów, które w zamian za podwyżkę płacy do 6750 zł zobowiązują specjalistę do zatrudnienia tylko w jednym miejscu, kryzys kadrowy może się pogłębić.

Do pracy w szpitalu zniechęca lekarzy także nagonka medialna. Media i pacjenci oczekują od nas, że zawsze wszystko będzie się udawało. Jeżeli ktoś ma dyżurować, czyli spędzać noce na oddziale, ponosić ogromną odpowiedzialność za nie zawsze przewidywalny przebieg porodu, woli pracować w przychodni.

Mimo tych kłopotów w europejskich statystykach dotyczących np. umieralności noworodków i matek jesteśmy jednymi z najlepszych w Europie.


MT: Jak oddziały radzą sobie z brakiem lekarzy?


K.Cz.:
W niektórych normą jest, że dyżurują lekarze, którzy mają 70-80 lat. Znam ordynatora z województwa mazowieckiego, który ma 70 lat i nadal pełni pięć-sześć dyżurów miesięcznie, a to tylko dlatego, że brakuje ludzi do pracy, on zaś ma poczucie obowiązku. Chętnych brak także dlatego, że na dyżurach zarabiają mniej, niż kiedy pracują w poradni. Entuzjazm do nowych wyzwań w końcu się wypala. Wielu położników zadaje sobie pytanie: jaki sens mają niewyspanie, brak komfortu i ogromna odpowiedzialność?


MT: Minister zdrowia zapowiedział nowe standardy opieki okołoporodowej. Dotyczą one kwestii organizacyjnych, a nie medycznych, np. urodzenia martwego lub ciężko chorego dziecka, badania ryzyka depresji, promocji karmienia piersią. Jak lekarze oceniają te zmiany?


K.Cz.:
Ministerstwo Zdrowia słusznie stwierdziło, że odpowiada za standardy organizacyjne, natomiast towarzystwa naukowe – za standardy lecznicze. Nigdzie na świecie – poza Polską – nie było takiej sytuacji, aby ministerstwo publikowało standardy, jak należy leczyć, jakie leki kiedy podawać.

Ogłoszone standardy w wielu punktach są olbrzymim krokiem do przodu. Ale najważniejsze jest, że tym razem w ich przygotowaniu uczestniczył NFZ i zadeklarował, że pokryje koszty wprowadzanych zmian, np. obowiązkowego badania TSH.

Postępem jest też wymóg zgłoszenia się do położnej środowiskowej, która ma obowiązek przyjść do pacjentki po porodzie. Większą wagę przywiązuje się też do depresji okołoporodowej. Niestety ostatecznie wycofano się z wprowadzenia oceny ryzyka depre...