Dostęp Otwarty

Słowo wstępne

Słowo wstępne

prof. dr hab. n. med. Dariusz Moczulski

Redaktor Naczelny

Small moczulski prof pn (9) opt

prof. dr hab. n. med. Dariusz Moczulski

Szanowni Państwo!

Co chwilę pojawia się w prasie informacja, że brakuje lekarzy różnych specjalizacji. Raz specjalistów z tej dziedziny, innym razem z tamtej. Staram się zrozumieć, dlaczego tak szybko zmienia się zapotrzebowanie. Najprawdopodobniej zależy to od perspektywy osoby wypowiadającej się na ten temat. Problem zaczyna się od podziału pracy między poszczególnymi specjalistami. Jeżeli stworzyliśmy system, w którym każda osoba ze zmianą w tarczycy w badaniu USG jest wysyłana do endokrynologa, a to prawie połowa osób dorosłych, nie dziwmy się, że zabrakło endokrynologów. Załatwianie większości problemów medycznych przez jednego lekarza z szerszą specjalizacją jest bardziej wydajne i na pewno tańsze. Do lekarza z węższą specjalizacją powinny być wysyłane jedynie przypadki trudne lub wymagające specjalnych procedur. Według mnie w Polsce zaczyna tak naprawdę brakować lekarzy z szeroką specjalizacją. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje. W zawodzie lekarza, tak jak w życiu w ogóle, potrzebna jest satysfakcja. Przy wyborze specjalizacji każdy młody lekarz zastanawia się, z jaką specjalizacją uzyska największą satysfakcję z pracy zawodowej. Na poczucie to składają się z jednej strony korzyści (licznik), takie jak sukces terapeutyczny i możliwość zarobienia pieniędzy, z drugiej uciążliwości (mianownik), takie jak brak sukcesu terapeutycznego i ciężar złej organizacji pracy. Jeżeli podzielimy licznik przez mianownik, otrzymamy poczucie satysfakcji z pracy zawodowej. Absolwenci wydziałów lekarskich biorą to pod uwagę przy wyborze specjalizacji. Są specjalizacje, w których nie brakuje chętnych, natomiast w wielu, szczególnie tych szerszych i trudniejszych, liczba chętnych jest coraz mniejsza. Co zrobić, aby nie zabrakło lekarzy o specjalizacji, które są podstawą systemu opieki zdrowotnej? Strategia liberalna istniejąca w Polsce polega na tym, że robi się konkurs (LEK). Najlepsi wybierają specjalizację dającą poczucie satysfakcji, a pozostali biorą to, co zostało. Część rezydentur przeznaczonych na specjalizacje szersze i trudniejsze przy braku chętnych zamieniana jest na specjalizacje chętniej wybierane. Jeżeli nie ma możliwości zamiany, młodzi lekarze zamiast wziąć to, co zostało, wolą wyjechać za granicę i wziąć to, co zostało, ale za większe pieniądze. Kontynuowanie tej strategii pogłębia istniejący już niedobór lekarzy z szerszymi i trudniejszymi specjalizacjami. Można temu zapobiec przez zwiększenie satysfakcji z ich wyboru. Aby to osiągnąć, należy spojrzeć na wspomniany wcześniej licznik i podnieść wynagrodzenie, a potem na mianownik i poprawić organizację pracy. Jak na razie prowadzi się działania wręcz odwrotne, np. zmuszając lekarzy o szerokich specjalizacjach do pracy na SOR. Dotychczasowe rozwiązania polegające jedynie na zwiększaniu liczby miejsc na kierunku lekarskim lub oferowaniu większej liczby rezydentur porównałbym do dolewania wody do dziurawego wiadra.

Tematem obecnego numeru „Medycyny po Dyplomie” jest polidypsja. Diagnostyka różnicowa często stwarza problemy, szczególnie gdy zapominamy, że polidypsję mogą również powodować choroby psychiczne.