Dostęp Otwarty

Od redakcji

Wstęp

Prof. dr hab. n. med. Maria Barcikowska

Zakład Badawczo-Leczniczy Chorób Zwyrodnieniowych CUN, IMDiK PAN Warszawa

Neurologia po Dyplomie 2014; 9 (3): 1

Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy!

Pan Premier ostro zapowiada, że pakiet kolejkowy ma zaboleć lekarzy, żebyśmy sobie nie wyobrażali, że za hipotetycznie wydajniejszą pracę otrzymamy jakiekolwiek większe pieniądze. To bardzo dziwne, jeżeli podejdziemy do tego zgodnie z zasadami polityki rynkowej. Jednocześnie obiecano, że kombatanci muszą być przyjęci albo w dniu, w którym się zgłoszą albo w ciągu tygodnia. Naprawdę nie rozumiem, jak to się ma odbywać w praktyce – to znaczy, że neurolog będzie musiał przyjąć na przykład trzech dodatkowych chorych każdego dnia? Jak? Czy w ramach dotychczasowego czasu pracy? Czy też będzie miał obowiązek pracować poza godzinami swojej pracy? Czy kolejne wizyty mogą być wyznaczane przez lekarza czy też kombatant będzie przyjmowany za każdym razem według własnego schematu? I tylko bardzo proszę nie myśleć, że jest we mnie jakakolwiek niechęć do okazania szacunku kombatantom (bardzo dużą ich grupę leczę od lat). Z całym najgłębszym dla nich szacunkiem chciałabym zrozumieć, jak ten pomysł zadziała zważywszy, że grupa kombatantów to zwykle osoby, które z racji wieku najczęściej pozostają pod opieką właśnie neurologa. Jeszcze raz zapytam, jak to będzie wyglądało w praktyce? Jedno już wiem, że ma to boleć lekarzy i „żebyśmy sobie nie wyobrażali…”. Moja sceptyczna natura kłóci się z tym i podaje w wątpliwość, ponieważ w sumie to jednak zaboli w nieodległej perspektywie naszych chorych – kombatantów i nie tylko kombatantów.

Procedury neurologiczne w leczeniu szpitalnym zostały opisane w sposób, który spowodował, że sytuacja finansowa oddziałów neurologicznym uległa kolejnemu widocznemu pogorszeniu. Tym bardziej, że część tych zasad NFZ beztrosko ogłosił wstecznie, co przyniosło oczywiste straty, za które zapłaci szpital, ale w dalszej perspektywie stracą też na tym chorzy. Poza udarami właściwie nie powinniśmy przyjmować innych chorych, aby nie przynosić deficytu. Jednocześnie finansowanie opieki ambulatoryjnej ani nie zostało zmodyfikowane ani nie jest lepiej opłacane. Taki zresztą scenariusz przewidywałam od dawna. Nasz zawód wśród zawodów budzących szacunek dzięki konsekwentnej i solidarnej propagandzie Państwa i dziennikarzy osiągnął już siódmą pozycję. Oczywiście nie da się tego prosto przetłumaczyć na nieuchronny spadek efektywności czynnika placebo w naszym leczeniu. I niezależnie od tego, czy pan Premier powie, że to jak zwykle nasza wina, i tak pozwolę sobie jednak przypuszczać, że to przede wszystkim pacjent na tym straci. Może politycy, w większości znienawidzeni, chcą żebyśmy im na tej grzędzie towarzyszyli – zawsze w razie zagrożenia będzie im bliżej do lekarza. I jak zwykle bez kolejki!