Na ważny temat

Nowe substancje psychoaktywne. Co psychiatra wiedzieć powinien

O tym, co się dzieje z pacjentem po przyjęciu dopalaczy i zanim trafi do leczenia psychiatrycznego, z dr. n. med. Jackiem Rzepeckim, toksykologiem klinicznym z Oddziału Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, rozmawia Magda Szrejner.

PpD: Jakie substancje psychoaktywne są w składzie dopalaczy?


Dr Jacek Rzepecki: Niestety nie wiemy tego z praktyki klinicznej, nie możemy bowiem oprzeć się na wiedzy wynikającej z badań dostępnego na miejscu laboratorium. Nie jest to jednak problem łódzki czy polski. Prawdopodobnie nigdzie na świecie nie ma laboratorium, które w czasie rzeczywistym mogłoby oznaczyć, co jest w materiale biologicznym pozyskanym od pacjenta, u którego podejrzewamy intoksykację tzw. nowymi środkami psychoaktywnymi. W Polsce mamy dziesięć oddziałów klinicznych zajmujących się leczeniem ostrych zatruć. Żaden nie ma możliwości oznaczania składników dopalaczy. Te substancje wykrywa się m.in. w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie, ale zanim efekt badań tego laboratorium ujrzy światło dzienne, mijają zwykle długie tygodnie. My zaś musimy z naszym pacjentem zmierzyć się tu i teraz. Nasze możliwości diagnostyczne kończą się na oznaczeniu w moczu klasycznych narkotyków i niektórych syntetycznych kanabinoli, ale też w ograniczonym zakresie, bo producenci dopalaczy ciągle zmieniają chemicznie ich skład. Na początku obecności tych substancji na polskim rynku w ich składzie przeważały syntetyczne kanabinoidy, które byliśmy w stanie oznaczać. Wówczas myśleliśmy, że będziemy wiedzieli, czy dany pacjent jest po dopalaczach, czy po innych środkach psychoaktywnych. Nie trwało to jednak długo. Za chwilę producenci zmodyfikowali skład i dodali nowe substancje, których już nie byliśmy w stanie wykrywać. 


PpD: Jak zatem leczyć pacjenta, o którym nie wiadomo, czym się zatruł?


J.R.: Z literatury i doniesień, które śledzimy, wiemy, co może się znaleźć w składzie dopalaczy, ale nigdy nie wiemy dokładnie, co przyjął konkretny pacjent, z którym mamy do czynienia. Kreatywność producentów dopalaczy jest nieskończona. Co więcej, zawsze są oni o krok dalej niż legislacja. Jeśli bowiem coś zostaje wpisane na listę substancji zakazanych, natychmiast nieznacznie modyfikują chemicznie skład i omijają prawo, mogąc legalnie handlować pozyskanymi w ten sposób substancjami. Bardzo czekamy na takie zmiany prawne, które pozwolą uznać za zakazany każdy środek chemiczny, który po zażyciu stanowi zagrożenie dla zdrowia lub życia. Wówczas można będzie ścigać producenta czy dystrybutora dopalaczy. Tymczasem musimy jakoś się mierzyć z tymi pacjentami, nie wiedząc nawet, czym się zatruli.


PpD: Jak się to robi?

J.R.: Przeprowadzając bardzo dokładną diagnostykę różnicową i wykluczając po kolei substancje, którymi na pewno się nie zaintoksykowali. Większość osób po dopalaczach jest skrajnie pobudzona, ale żeby mieć podejrzenie graniczące z pewnością, że u ...