Na ważny temat

Zagubieni w sieci onkologicznej

O perspektywach i pakiecie z prof. Mieczysławem Chorążym rozmawia Wojciech Skowroński

Prof. dr hab. med. Mieczysław Chorąży (ur. 1925) – lekarz, pracownik naukowy, doktor honoris causa dwóch polskich uczelni, członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności, wieloletni kierownik Zakładu Biologii Nowotworów w Centrum Onkologii w Gliwicach, oddziale Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie. Kawaler Orderu Orła Białego i nagrody Lux ex Silesia.

MT: Od 1951 roku, kiedy zaczął pan pracę w gliwickim ośrodku, angażował się pan, motywował, zabiegał, by wasze prace badawcze były doceniane na świecie.


Prof. Mieczysław Chorąży:
W czasie mojego życia zawodowego starałem się stworzyć i wyszkolić w ośrodkach zagranicznych kadrę działu badawczego Instytutu Onkologii w Gliwicach, co mogę poczytywać za sukces. Badania i praca zespołu naukowców, moich współpracowników, były przychylnie oceniane, a także przyniosły uznanie dla instytutu.

Przypomnę, że gliwicki Instytut Onkologii powstał w 1946 roku jako Państwowy Instytut Przeciwrakowy, który miał ok. 200 łóżek szpitalnych, przychodnię oraz zakłady diagnostyczne i lecznicze. Ówczesny dyrektor dr Jeremi Święcki zasugerował mi wtedy, by pracę związaną z biologią doświadczalną nowotworów zacząć od praktyki klinicznej. Przez rok pracowałem jako lekarz, co pozwoliło mi zapoznać się z kliniką nowotworów, metodami diagnostyki i leczenia. Stosunkowo wcześnie zostałem też wytypowany na stypendia naukowe organizowane przez amerykańskie fundacje. Współpraca z naukowcami zza oceanu była niezwykle pomocna w czasie późniejszych prac prowadzonych w naszym ośrodku.


MT: Co pan czuje, gdy dziś patrzy na dokonania i nowoczesny sprzęt, jakim dysponuje gliwicki Instytut Onkologii?


M.Ch.:
To jest dobry ośrodek kliniczny, posiadający też laboratoria badawcze, ale w porównaniu z zachodnimi są one stale jeszcze bardzo ubogie. Pracujemy w grupie zaledwie 50 osób. Owszem, badania kliniczne są na wysokim poziomie, ale badania nad biologią nowotworów w naszym kraju zawsze były niedoceniane i marginalizowane. Co gorsza, nie widzę żadnego zainteresowania naszych decydentów rozwojem badań nad rakiem, żadnej koncepcji ani nadziei. W dalszym ciągu brakuje pracowników, pieniędzy i pewnych ułatwień administracyjnych. Jak za czasów PRL, tak i dziś zmorą są dostawy odczynników chemicznych. Przepisy ustawy dotyczące zaopatrywania laboratoriów w odczynniki, materiały i biopreparaty wymagają kompletnych zmian. Nie może być tak, że zamówienie warte kilka tysięcy złotych jest przedmiotem skomplikowanych przygotowań i przetargów, na co traci się dużo czasu. Brak prostych procedur powoduje duże zamieszanie. Z takimi absurdalnymi przepisami nie spotkałem się na świecie.